Tajemniczy wąwóz i bajkowe jezioro czyli Bled.

Karawankentunnel, długi na 7864m, jest naszą bramą do Słowenii. Płacimy 6,5euro i po kilku minutach jesteśmy po drugiej stronie, w nowym kraju. Stąd jeszcze tylko pół godziny i docieramy do celu naszej podróży, na camping Sobec w miasteczku Lesce. Przejechaliśmy 906km, a podróż z Częstochowy (razem z postojem w Grazu) zajęła na 13,5 godziny.

Następny dzień (25.sierpnia 2009r.) wita nas słońcem i błękitnym niebem. Po śniadaniu pakujemy się do samochodu i ruszamy, kierunek wąwóz Vintgar.



Przejeżdżamy przez Bled i dalej Scooby (nasz GPSik) prowadzi nas boczną drogą... Momentami mam wrażenie, że wjedziemy komuś na podwórko, droga jest tak wąska, że drzwi wielu domów są wprost na ulicę. Na szczęście z Bledu do wąwozu Vintgar jest jedynie 4 km. i już po chwili jesteśmy na parkingu. Parking bezpłatny. Idziemy do kasy i kupujemy bilety: normalne 4 euro, dzieci do 6 lat 0,8 euro.

Na początku mamy problem z małym buntownikiem, który chce iść sam (on mówi "ham" i to słowo będzie nam towarzyszyło przez całe wakacje). Niestety tu może iść jedynie za rękę, na co nie chce się zgodzić... Zostaje, więc spacyfikowany i włożony do nosidła. Z czym szybko się godzi, część wędrówki nawet przesypia. Za to w drodze powrotnej idzie już na własnych nóżkach, oczywiście za rączkę ;)

Wąwóz zachwyca od samego początku i nie bardzo da się to opowiedzieć.... Pionowe, skalne ściany, wartki potok z nieskazitelnie czystą wodą, małe wodospady... Coś niesamowitego!  Przez wąwóz (długość wąwozu ok.1,5 km.) prowadzą drewniane mostki zawieszone po jednej stronie lub przechodzące przez środek. W jedną stronę idzie się około 50-60 min., powrót tą samą drogą, ale droga powrotna absolutnie nie jest nudna, bo wąwóz w przeciwnym kierunku wygląda zupełnie inaczej.













Przez większość wąwozu można spokojnie przejść z wózkiem, jedynie na końcu ścieżka robi się mniej wygodna i pojawiają się schody. My jednak zawsze w takich miejscach wolimy używać turystyczne nosidło.


Po powrocie na camping chłopcy chcą się wykąpać,  na kempingu jest małe jeziorko z wyznaczonym kąpieliskiem, zjeżdżalnią itp. 


Niestety woda okazuje się bardzo zimna i nie wytrzymują zbyt długo. Jemy obiad i ruszamy do Bledu, a dokładniej do Bleskiego Gradu.

Zostawiamy samochód na bezpłatnym parkingu pod zamkiem, nabywamy w kasie bilety: normalny 7 euro, ulgowy 3,5 euro, do 3 lat bezpłatnie. Bilety nie są tanie, ale zamek jest przepiękny i warto go zobaczyć. Zamek jest ponoć najbardziej imponującym zamkiem w Słowenii. Wznosi się majestatycznie na skale, 139 m. powyżej jeziora, dzięki czemu roztacza się stąd wspaniała panorama na jezioro Bled z urokliwą wysepką oraz na okoliczne góry. Można obejrzeć wystawę w zamkowych wnętrzach, prezentującą historię zamku i regionu. Niestety nasz najmłodszy podróżnik nie pozwala na dokładne obejrzenie eksponatów. Na zamku jest również piwniczka, gdzie można nabyć regionalne wino a nawet samodzielnie nalać je z beczki i zakorkować. Jest też uroczy sklepik z pachnącymi pamiątkami oraz kawiarnia i restauracja. My jednak jedynie napawamy oczy przepięknymi widokami!





Opuszczamy zamek, wracamy na parking i jedziemy na drugą stronę jeziora, tuż obok campingu Bled. Zostawiamy samochód na parkingu (cena po godz.14:00 - 3euro) i idziemy do miejsca, w którym można wypożyczyć łódź. Chcemy dostać się na maleńką wysepkę na środku jeziora. Są dwie możliwości: albo zawiezie nas większa łódź albo popłyniemy sami, my wybieramy drugą opcję. Wynajmujemy, więc łódź w kształcie łabędzia (koszt 10 euro za godzinę) i płyniemy w kierunku wyspy. Łukaszowi nie najlepiej się wiosłuje, ale z każdym machnięciem nabiera wprawy i po 15min. dobijamy do wyspy.
Następnie wspinamy się po 99schodach w stronę Kościoła Wniebowzięcia. Ponoć przyjeżdżają tu nowożeńcy i pan młody musi swoją wybrankę wnieść po tych schodach na górę... Ponieważ od naszego ślubu upłynęło już trochę czasu, mój maż wnosi na górę naszego malucha.


 
Kościół Wniebowzięcia powstał w XVII w. ale istnieją dowody, że pierwsza świątynia na wyspie powstała już w IX w. Nie oglądamy kościoła w środku (wstęp jest oczywiście płatny, a my mieliśmy już dzisiaj dosyć wydatków...), nie mamy, więc możliwości pociągnąć za sznury dzwonów, które ponoć spełniają życzenia. Zadowalamy się, więc spacerem po wysepce i podziwianiem widoków, szczególnie na położony na skale zamek, w którym niedawno byliśmy.



Na tym kończy się pierwszy dzień słoweńskiej części naszych wakacji, dzień pełen wrażeń i zapierających dech w piersi widoków. Ten jeden dzień pokazał, że Słowenia jest warta odwiedzenia i lepszego poznania. My będziemy poznawać ją jeszcze przez kolejne 6dni i teraz, z perspektywy czasu wiem, że tydzień to za mało, że zobaczyć wszystko, co ten maleńki kraj ma do zaoferowania. Kraj, który w Polsce nie jest w ogóle brany po uwagę pod kątem wakacyjno-turytycznym. Kraj, który przemierzamy zazwyczaj w drodze do Chorwacji lub w ogóle pomijamy z powodu drogich winiet...
My kolejny dzień spędzimy w górach...

9 komentarzy:

  1. Dziękuję za wszystkie posty o Słowenii. Jako że to cel naszej majówki w 2014 r - przeczytałem i ponotowałem kilka ważnych punktów do odwiedzenia :)
    pozdrowienia z Krakowa,

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że informacje zawarte na blogu przydają się w planowaniu wyjazdu :) Życzę udanej majówki.
    Pozdrawiam
    Joanna.

    OdpowiedzUsuń
  3. witam, wybieram się w te same okolice więc twój blog jest dla mnie bardzo pomocny, na razie jestem na etapie szukania noclegów ale te ceny w Słowenii to troszkę mnie przerażają.Może masz jakieś namiary na niedrogie zakwaterowanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. Niestety nie pomogę w szukaniu noclegu. My mieszkaliśmy na campingu Sobec w Lesce pod Bledem.
      Pozdrawiam i życzę udanego pobytu :)

      Usuń
  4. Jadę tam z dzieckiem za kilka dni i Twoje opisy są bardzo przydatne. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :)
      Udanych wakacji!

      Usuń
  5. Wczoraj byliśmy, ciekawe miejsce. Twój opis dopiero teraz czytam - po powrocie do Grazu. Ciekawie opisujecie - będę śledził Wasze wyprawy :-) , może opisy się przydadzą. Pozdrawiam. Vjesho.

    OdpowiedzUsuń
  6. Posty, które znalazłam na tym blogu są niesamowicie pomocne ! :) Naprawdę przyjemnie się czyta. Na pewnej stronie znalazłam informację, że po godzinie 18 można zwiedzić wąwóz Vintgar za darmo, czy jest to prawdą? Pozdrawiam i życzę dalszych cudownych podróży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że moje posty są pomocne, m.in. po to piszę :)
      Niestety nie wiem czy po 18. można wejść za darmo, na stronie nic na ten temat nie ma: http://www.vintgar.si/
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń