Szlakiem bieszczadzkich cerkwi...

Nasze wakacje w Bieszczadach trwały prawie dwa tygodnie i praktycznie cały ten czas mieliśmy ładną pogodę. W dni, które były bardziej pochmurne wybieraliśmy się na dłuższe wycieczki samochodowe. Nasze samochodowe wycieczki wiodły głównie szlakiem bieszczadzkich cerkwi... a starych, najczęściej drewnianych cerkiewek w tym rejonie nie brakuje i na pewno będąc w tych stronach trzeba choć kilka zobaczyć.




Najwięcej cerkwi zobaczyliśmy podczas dwóch takich wycieczek.
Pierwsze cerkwie oglądaliśmy wracając z Ustrzyk Dolnych, celowo pojechaliśmy dłuższą drogą (wzdłuż wschodniej granicy). Cerkwie w tym rejonie zostały w większości zmienione w kościoły katolickie. Niestety zazwyczaj są zamknięte i nie da się wejść do środka, choć często jest podany numer telefonu do osoby.

Tak więc nasz pierwszy szlak wiódł przez Hoszów, Równie, Rabe, Michniowiec i Bystre. Najbardziej zapamiętałam dwie z nich: cerkiew w Równi oraz Bystre.
Pierwsza z nich jest zdecydowanie najładniejszą cerkwią, jaką widziałam, choć spodziewałam się, że będzie większa.



Cerkiew w Bystre była można powiedzieć przeciwieństwem tej w Równi; zniszczona, zaniedbana i dużo większa. Znajduje się w wiosce na końcu bocznej drogi, bardzo blisko granicy, prawie na końcu świata... I chyba właśnie to miejsce i jej wielkość sprawiły, że zrobiła na nas takie duże zrażenie. Szkoda tylko, że nie ma się nią kto zająć i niszczeje...



Druga wycieczka śladem starych cerkwi była nieplanowana ;) Po prostu od rana padało i stwierdziliśmy, że taki dzień jest najlepszy na wycieczkę... no i pojechaliśmy w okolice Komańczy.
W tym rejonie mieszka jeszcze dość duża grupa Ukraińców i przez to większość znajdujących się tu cerkwi jest nadal użytkowanych przez wiernych obrządku wschodniego. Niestety, tutaj także cerkwie są zamknięte i żeby je zwiedzić, trzeba zadzwonić.
W tym rejonie zobaczyliśmy cerkwie w Smolniku, Turzańsku, Rzepedzi i Szczawnem. 

Na zdjęciach cerkwie w Turzańsku i w Szczawnem, która podobała mi się najbardziej.




Głównym celem tej wycieczki miała być cerkiew w Komańczy, jednak gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że cerkwi nie ma... wtedy Łukaszowi przypomniało się, ze cerkiew spłonęła... niestety...

Chcieliśmy zobaczyć klasztor Nazaretanek w Komańczy jednak okazało się, że do samego klasztoru nie da się dojechać. Ponieważ Kajtuś spał zostałam z nim w samochodzie a Łukasz z Mikołajkiem poszli zobaczyć klasztor, w którym przez rok (28.09.55-25.10.53) przebywał, internowany przez władze komunistyczne prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński. 

Wracając zatrzymaliśmy się w Cisnej na przepyszne placki po bieszczadzku, niektórzy na mleczko ;) Pyszny obiad to jedno a dodatkowo palący się ogień w kominku, rozgrzewający po takim deszczowym dniu, spowodował, że knajpka w Cisnej stała się moją ulubioną w Bieszczadach.



Zdjęcia większości cerkwi jakie widzieliśmy można obejrzeć w mojej galerii, choć niestety zdjęcia nie są najlepsze z dwóch powodów: po pierwsze były robione telefonem komórkowym lub lustrzanką analogową i następnie skanowane a po drugie były robione przy kiepskiej pogodzie.

2 komentarze:

  1. Witam,
    co to za knajpa w Cisnej?? Będę latem z rodziną w Bieszczadach, chętnie wejdziemy na coś dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie pamiętam nazwy... pamiętam jedynie, że to była pierwsza knajpa od strony parkingu z takimi różnym rzeźbionymi stworami :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń