Przełęcz Vrsic, rzeka Soca i ślady wojny czyli dookoła Alp Julijskich.

Kolejny, już 4 dzień naszych wakacji. Dzisiaj wybieramy się na wycieczkę samochodową, chcemy zrobić pętle dookoła Alp Julijskich.
Zaczynamy od drogi 206, którą wspinamy się na przełęcz Vrsic, zakręty są ponumerowane i jest ich 25 (do przełęczy). 
Tuż obok 8 zakrętu znajduje się Rosyjska Kaplica poświęcona rosyjskim żołnierzom poległym w I wojnie światowej. Zostawiam samochód na parkingu i idziemy obejrzeć malutką, drewnianą kaplicę. Jest śliczna.
Jedziemy dalej, muszę przyznać, że droga wprawdzie kręta, ale nie robi na mnie dużego wrażenia, widoki też nie są jakieś oszałamiające, ponieważ przy drodze rośnie sporo drzew. Podziwiam za to rowerzystów, których jest tu bardzo dużo, trzeba mieć niezłą kondycję, żeby pokonać taką trasę.
Wjeżdżamy na przełęcz, wys. 1611m n.p.m. Zostawiamy samochód na parkingu przy drodze (płatny - 3euro) i idziemy kawałek dalej. Siadamy na ławce tuż obok schroniska i podziwiamy widoki!

Czas ruszać dalej, zjeżdżamy z przełęczy w stronę Doliny Socy, w z tej strony jest również 25 zakrętów a droga dostarcza mi zdecydowanie więcej wrażeń!
W końcu zjeżdżamy do przepięknej doliny, po obu stronach przepiękne góry (częściowo skaliste, częściowo zalesione) a po środku płynie Soca z krystalicznie czystą wodą. Dzięki białym kamieniom na dnie rzeka ma niesamowity kolor, pięknie!
Zatrzymujemy się obok małego mostka i spędzamy chwilę nad rzeką, niestety woda jest lodowata i nie da się nawet pomoczyć nóg, czym chłopcy są trochę zawiedzeni.

Droga prowadzi prosto do Bovca, jednak kilka kilometrów wcześniej skręcamy w lewo w stronę włoskiej granicy i tam po kilku minutach dojeżdżamy do Twierdzy Kluze. Twierdza była centrum stacjonowania wojsk austro-węgierskich, które wybudowały ją jeszcze w 1882r. na miejscu dawnej fortecy. Twierdza nie robi zbyt dużego wrażenia, ale znajduje się w przepięknym miejscu.


Ponieważ nasz najmłodszy podróżnik śpi Łukasz z Mikołajem idą zwiedzić twierdzę we wnętrz. Samochód stoi w cieniu, więc zostawiam otwarte szyby i siadam na skarpie obok podziwiając widoki.
Tata z synem po powrocie mają mocno sprzeczne odczucia po obejrzeniu wnętrza twierdzy: tata mówi, że nic ciekawego natomiast syn jest zachwycony ;) Pewne jest natomiast, ile kosztowały bilety: normalny 3euro, ulgowy 2 euro ale nasz starszak miał gratis :)
Międzyczasie obudził się maluch, więc spędzamy jeszcze chwile koło twierdzy, po czym ruszamy dalej, kierunek Bovec. Dojeżdżamy do miasteczka, widać, że królują tu sporty ekstremalne, co kawałek reklamy firm oferujących spływy pontonami, kajaki, kanioning, paralotnie itp. My jednak szukamy informacji na temat okopów, niestety. Wracamy, więc drogą, którą przyjechaliśmy od strony twierdzy i przełęczy, ponieważ 2-3km. przed Bovcem przy drodze był parking i stały jakieś tablice, może to to?
Parkujemy, oglądamy tablice... Chyba to tutaj, choć nie jest jednoznacznie oznaczone a na tablicach są również informacje o twierdzy Kluze... Idziemy ścieżką i znowu chyba w dobrym kierunku (brak strzałki) i w końcu (po jakiś 5min.) dochodzimy do tablicy z informacją, że to tutaj znajdują się okopy pod Bovcem - muzeum na świeżym powietrzu.


Starszak (miłośnik wojny i czterech pancernych...) jest zachwycony! Bunkry, umocnienia, kwatery oficerów, szczeliny strzelnicze, drut kolczasty... Tutaj podczas I wojny światowej znajdowała się linia frontu...
Spacerujemy około godziny, chłopcy wchodzą do bunkrów, wchodzimy na górę, gdzie widoczny jest spory lej po bombie... I choć Mikołajowi się podoba i uznaje, że to najlepsza wycieczka na mnie miejsce robi nieco przygnębiające wrażenie... Ilu żołnierzy oddało tu życie...?
Kolejny punkt naszej wycieczki to, położony ok.20 od Bovca, Kobarid. Tutaj idziemy najpierw na kawę i lody. Następnie kierujemy się do Muzeum Wojny, ponieważ również to miasteczko nierozerwalnie wiąże się z I wojną światową i okropnościami frontu Soci. Muzeum jest bardzo ciekawe, kupując bilety  dostajemy nawet ulotkę informacyjną dotyczącą stałej wystawy w języku polskim. Niestety z Kajtulkiem ciężko spokojnie wszystko obejrzeć.
Czas jechać dalej, kolejnym miasteczkiem jest Tolmin, niestety nie mamy już czasu, żeby się tu zatrzymać. A szkoda, bo w informacji obok muzeum w Kabaridzie znalazłam ulotkę na temat Tolminska korita, czyli rzece płynącej skalnym wąwozem. Niestety może innym razem...
Jedziemy dalej do Mostu na Soci, przed wakacjami widziałam zdjęcia tego miasteczka w Internecie i wyglądało bardzo ładnie, w rzeczywistości trochę rozczarowuje. Spacerujemy, więc chwile nad jeziorem oraz oglądamy most. Akurat grupa młodych ludzi (chyba Anglików) skacze z mostu do jeziora i nasi chłopcy oglądają to z wielkim zainteresowaniem.
Przed nami ostatni odcinek drogi. Jedziemy mało uczęszczaną drogą z Mostu na Soci do Bohinjskiej Bistricy, mijamy małe wioski, pniemy się serpentynami w górę i zjeżdżamy stromo w dół, momentami droga jest bardzo wąska, na szczęście ruch jest niewielki... Przyznam, że byłam już mocno zmęczona całą wycieczką i marzyłam, żeby w końcu zjechać z gór i wyjechać na prostą, szeroką drogę. Byłam też pełna podziwu dla mojego męża, który nie dość, że świetnie sobie radził to jeszcze mówił, że fajna ta droga! Droga faktycznie była bardzo ciekawa i malownicza, szczególnie w jednym miejscu, kiedy wyjechaliśmy z lasu i zobaczyliśmy taki oto widok:

Ma szczęście chwile później dojeżdżamy do  Bohinjskiej Bistricy i dalej już prostą i znajomą drogą przez Bled do Lesce. Na camping wracamy tuż po 20:00 czyli wycieczka trwała 10godzin.

2 komentarze:

  1. Super też byliśmy w tym roku:) zapraszamy i pozdrawiamy wędrującą rodzinkę

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne miejsce, zresztą cała Słowenia zachodnia jest świetnym miejscem dla miłośników gór. :) Zapraszam na mojego bloga, gdzie opisuję m. in. przejazd przez przełęcz Vršič: :)
    http://zatrzymujeczas.pl/blog/podroze/item/189-ekspedycja-slowenia-5-radovljica-skocznia-w-planicy-i-przelecz-vrsic

    OdpowiedzUsuń