Południowy kraniec Istrii i zachód słońca w uroczej Fazanie.

Istria pod względem ciekawych plaż, urokliwych zatoczek jest uboższa niż większość chorwackich wysp czy wybrzeże południowej Dalmacji. Wschodnie wybrzeże jest skaliste i mało przyjazne, natomiast na zachodnim znajdziemy plaże kamieniste jak ta koło kempingu w Fazanie, sporo jest też zupełnie nieciekawych plaż betonowych. Najciekawsze po względem plaż są okolice Puli oraz Prementury czyli południowy kraniec półwyspu, w szczególności rezerwat Kamienjak.






Kolejny poranek z zachmurzonym niebem, jednak chmur jest znacznie mniej niż poprzedniego dnia, decydujemy się, więc jechać na półwysep Kamenjak. Mijamy Pule i dojeżdżamy na wysuniętą najbardziej na południe część Istrii. Na półwyspie został utworzony rezerwat i wjazd na jego teren jest płatny. Uiszczamy opłatę w wysokości 20kn. i jedziemy nieutwardzoną, białą drogą zostawiając za sobą chmurę białego pyłu... Wszystko, co rośnie wzdłuż drogi jest pokryte takim pyłem, oczywiście nasz samochód też już będzie nim pokryty. Od głównej drogi odchodzą, co jakiś czas mniejsze prowadzące na różne plaże i zatoczki. My na początku wybieramy dróżki prowadzące na prawo, czyli od strony otwartego morza, niestety wszystkie trzy zatoczki, do których docieramy okazują się być ni dla nas... W większości są tam skały i jedynie maleńkie kamieniste plażyczki, na których jest sporo ludzi (sporo jak na ich rozmiar). I choć jest niezwykle malowniczo i na skałach bez problemu można znaleźć ustronne miejsce to jednak z naszymi maluchami taka opcja odpada, tym bardziej, że mocno wieje od morza i są dość duże fale.
Trochę już zniechęceni decydujemy się wrócić kawałek i skręcić tym razem na lewo. Wybieramy zatoczkę o nazwie Skoljic. I to jest coś dla nas. Dość długa, kamienista plaża, płytka woda, do tego jesteśmy od strony zatoki, dzięki czemu praktycznie nie wieje i nie fal. Decyzja – zostajemy :)
Oczywiście to, że plaża jest tak dostępne, do tego położona dość blisko miejscowości Pramentura ma też swoją złą stronę: jest tu trochę ludzi. Jednak nie na tyle, żeby można było powiedzieć, że jest tłoczno. Pewnie w sezonie (teraz jest 4. września) bywa tu ciasno.




Na plaży Kajtek zasypia, robimy mu więc prowizoryczny namiocik z ręczników i karimaty ;) Po ok.3,5 godz. pakujemy się do samochodu i wracamy na camping.

Ale to nie koniec atrakcji dzisiejszego dnia. Koło 18:00 idziemy na spacer do Fazany, małej miejscowości położonej tuż obok naszego campingu. Spacer jest bardzo przyjemny, wędrujemy nadmorską promenadą i po ok.15min. docieramy do miasteczka. 


 Fazana jest znana przede wszystkich jako miejsce, z którego wypływa się na wyspy Brijuni, na których został utworzony park narodowy. My jednak nie mamy w planach takiej wycieczki, wydaje nam się, że Kajtul jest za mały na takie atrakcje.



Spacerujemy chwilę po miasteczku, które bardzo nam się podoba. Choć malutkie to ma pewien klimat, kilka wąskich uliczek, ładne placyki, kościółki, wszystko jest czyste i zadbane. Wzdłuż nabrzeża ulokowało się kilka restauracji, siadamy więc w jednej. Dzieci zajadają się frytkami a my pijąc piwo cieszymy się chwilą :) Jest cudnie! 

Słońce jest już coraz niżej idziemy więc na otoczoną wielkimi kamieniami groble, tworzącą wejście do poru. Siadamy na samym jej końcu i obserwujemy cudowne widowisko, jakim jest zachód słońca, słońce nie zachodzi wprawdzie wprost do morza, ale chowa się za wyspami Brijuni. I tak jest pięknie!

Fazana w promieniach zachodzącego słońca:


Minął kolejny uroczy dzień naszych wakacji, co więcej jesteśmy właśnie na półmetku...

1 komentarz:

  1. Piękny, "lekki" opis - dziękuję

    OdpowiedzUsuń