Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe...

Przeglądając w maju jeden z miesięczników o podróżach trafiłam na artykuł o Ponidziu. Ponidzie, Ponidzie... gdzie właściwie jest Ponidzie? Nazwa dobrze mi znana, kojarzyła mi się z piosenką Wolnej Grupy Bukowiny:

 

Ale gdzie właściwie znajduję się ten rejon? Okazało się, że Ponidzie leży między Kielcami a Krakowem, czyli w sumie nie tak daleko... Jeszcze zanim skończyłam czytać artykuł zaczęłam planować wycieczkę na Ponidzie :) 




A Ponidzie najpiękniejsze jest wiosną, w maju, więc trzeba się było pośpieszyć. Niestety prze 3 tygodnie cały czas coś nam nie sprzyjało i cały czas odkładaliśmy wycieczkę. W końcu udało się, w drugą niedzielę czerwca, tydzień przed końcem kalendarzowej wiosny pojechaliśmy na Ponidzie :)
Wyjechaliśmy z domu przed 9 rano, w planach oprócz Wiślicy i Pińczowa oraz Nidy mieliśmy również Szydłów i Kurozwęki.
Jechaliśmy drogą 46 do Szczekocin a następnie 78. Pierwszy postój, nie planowany wcześniej, zrobiliśmy sobie w Nagłowicach. Znajduje się tutaj dworek - muzeum Mikołaja Reja, jeden z punktów Świętokrzyskiego Szlaku Literackiego. Dworek nie zrobił na nas wielkiego wrażenia, ale na pewno warto zrobić sobie w tym miejscu krótki postój.
Ponad godzinę później dojeżdżamy do Szydłowa. Jak chwalą się mieszkańcy jest to "polskie Carcassonne", zapewniam, że prawdziwe, francuskie robi zdecydowanie większe wrażenie i mnie osobiście nie przyszłoby do głowy takie porównanie. Jednak na pewno warto zatrzymać się w Szydłowie. Miasto zyskała miano "polskiego Carcassone" dzięki zachowanemu do czasów współczesnych XIV-wiecznemu układowi urbanistycznemu zawierającemu wiele elementów tak architektonicznych jak i przestrzennych średniowiecznego miasta. Do najważniejszych zabytków miasteczka zaliczają się: mury obronne wraz z Bramą Krakowską, zespół zamkowy oraz synagoga.
Najlepszym miejscem do podziwiania murów obronnych miasta jest droga 765 prowadząca z Chmielnika, warto zatrzymać się na moment przy drodze. My postanawiamy wrócić w to miejsce później i mijamy starą część Szydłowa, zostawiamy samochód na bezpłatnym parkingu po lewej stronie drogi. Przechodzimy przez małą bramę i mijając kościół docieramy do Rynku. Rynek w Szydłowie jest po prostu brzydki i jedynym ciekawym elementem jest drewniana studnia.
My kierujemy się w stronę zamku. Okazuję się jednak, że wejście na ruiny zamku oraz do baszty obronnej jest płatne a my zapomnieliśmy wsiąść z samochodu portfela.... Darujemy, więc sobie zwiedzanie i idziemy do synagogi. Zbudowana w połowie XVII wieku jest ponoć jedną z najstraszych w Polsce. W środku utworzono muzeum.
Spod synagogi udajemy się do Bramy Krakowskiej. Prowadząca do niej uliczka jest jedną z najładniejszych w Szydłowie.
  
Brama Krakowska jest najlepiej zachowanym elementem z otaczających Szydłów murów miejskich.
Na tym kończymy spacer po Szydłowie i wracamy do samochodu. Kolejny postój w oddalonych jedynie 8km. Kurozwękach.
Zespół pałacowy w Kurozwękach odnajdujemy bez trudu, prowadzą do niego drogowskazy. Zostawiamy samochód na bezpłatnym parkingu przed bramą i idziemy w stronę pałacu. Tuż za małym mostkiem jest kasa. Bilet za wejście na teren parku kosztuje 3zł (ulgowy 2zł, dzieci do lat 4 gratis). Można jeszcze dokupić bilet upoważniający do zwiedzania pałacu: 5zł (ulgowy 3zł) oraz na mini safari z wjazdem wozem: 5zł (ulgowy 3zł), latem jest jeszcze labirynt zrobiony w kukurydzy (też płatny) w czerwcu kukurydza jest jeszcze malutka. Można kupić cały pakiet wtedy jest troszkę taniej.
My wybraliśmy najtańszą opcję. I na początku poszliśmy na plac zabaw, w końcu dzieciom też się coś należy :)) W ogóle cały ten zespół pałacowy jest bardzo fajny dla rodzin z dziećmi. Oprócz wspomnianego już placu zabaw jest mini-zoo. Dzieci mogą pojeździć na osiołku lub wielbłądzie, są strusie, czarne świnie, kozy, kury... Obok znajduje się stadnina oraz hodowla bizonów. I właśnie do bizonów poszliśmy po placu zabaw i mini-zoo. Akurat stado wylegiwało się na trawie i jedynie jeden okazały osobnik stał niedaleko ogrodzenia z prawej strony wybiegu.
Po atrakcjach dziecięcych poszliśmy obejrzeć z bliska pałac. Dokładniej był to zbudowany w XIV wieku zamek, który dopiero w następnych wiekach został przekształcony w rezydencję pałacową. Został on niedawno odzyskany przez rodzinę Popielów, która zajęła się odbudową i renowacją obiektu.



Czas ruszać w dalszą drogę, przed nami Ponidzie. Z Kurozwęk wracamy drogą przez Szydłów (zatrzymujemy się na chwilę przy drodze, żeby sfotografować fortyfikacje z zewnątrz) do Chmielnika i stamtąd przez Busko Zdrój jedziemy do Wiślicy. Miejscowość jest niezwykle pusta i senna, myśleliśmy, że może coś tu zjemy, ale niestety, nie ma gdzie...
Zostawiamy samochód przy rynku i idziemy do stojącej obok kolegiaty, która robi duże wrażanie i zupełnie nie pasuje do Wiślicy. Imponująca kolegiata świadczy o bogatej historii i wielkim znaczeniu tego miejsca przed wiekami. We wnętrzu znajdziemy wspaniałe freski, natomiast w położonym obok muzeum można obejrzeć ozdobna posadzkę romańską, którą odkryto w podziemiach kolegiaty w 1959r. 9 m2 romańskiej posadzki w Wiślicy stanowi unikat w skali Europy. Kamienica, w której mieści się muzeum jest jednocześnie tzw. Domem Długosza. Słynny dziejopisarz był przez kilka lat kustoszem wiślickiej kolegiaty.
Pobyt w Wiślicy kończymy lodami na rynku i jedziemy boczną drogą w stronę Pińczowa. Droga, prowadząca przez malutkie wioski jest niż zwykle malownicza, co jakiś czas przy drodze stoją białe kapliczki, krzyże i figury Jana Nepomucena. Chcemy dojechać do rzeki, ale niestety nie jest to łatwe, tym bardziej, że nie mamy dokładnej mapy... W końcu tuż przed Pińczowem skręcamy na lewo i dojeżdżamy do Nidy. Niestety w niezbyt fortunnym miejscu, ponieważ brzeg jest mocno porośnięty trzciną. Idziemy kawałek wąską ścieżką i siadamy na chwilkę nad brzegiem rzeki. Trzeba w końcu coś zjeść, na szczęście mamy swoje zapasy...
 Nida

Przed nami ostatni punkt dzisiejszej wycieczki - Pińczów. Zaczynamy od podziwiania miasteczka i jego okolicy ze wzgórza. Stoi tu manierystyczna kaplica św.Anny projektu Santi Gucciego. Przed nami rozpościera się  rozległa panorama, jest cicho i spokojnie. Patrząc na wijącą się Nidę wiem, że będziemy musieli tu kiedyś wrócić. Ponidzia nie da się poznać z samochodu, nawet jadąc bocznymi drogami. Ponidzie należy poznawać z kajaka i tak też kiedyś zrobimy! I przyjedziemy tu koniecznie wiosną, bo właśnie wiosną jest tu najpiękniej.
Wycieczkę kończymy spacerem po Pińczowie, chłopcy bawią się chwilkę mocząc ręce w fontannie na pl.Wolności. Widać, że ten plac jest centralnym miejscem w Pińczowie, w niedzielne popołudnie skwerek dookoła fontanny tętni życiem.
Idziemy jeszcze na późny obiad (bardziej chyba kolację) do baru Kwadrans znajdującym się przy placu, jedzenie całkiem smaczne i tanie, więc polecam.
No i wycieczka dobiegła końca, przed nami jeszcze tylko ponad dwie godziny drogi powrotnej do domu...

Nuta z Ponidzia
Polami, polami, po miedzach, po miedzach,
Po błocku skisłym, w mgłę i wiatr
Nie za szybko, kroki drobiąc
Idzie wiosna, idzie nam. (2x)
Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną,
Przykryła błota bury błam
Pachnie ziemia ciałem młodym
Póki wiosny, póki trwa. (2x)
Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste
Zbarwiały łąki niczym kram
Będzie odpust pod Wiślicą
Póki wiosna, póki trwa. (2x)
Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe,
Prężysz się jak do słońca kot,
Rozciągnięte po tych polach,
Lichych lasach w pstrych łozinach,
Skałkach w słońcu rozognionym,
Nidą w łąkach roziskrzoną
Na Ponidziu wiosna trwa. (2x)
(Wojtek Bellon)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz