Polańczyk i Solina czyli bieszczadzkie kurorty...

Najważniejsze miejscowości nad Zelewem Solińskim to Solina i Polańczyk i choć domyślam się, że dla wielu są to najważniejsze miejsca w Bieszczadach, dla nas mogłyby nie istnieć. Nie przepadamy za popularnymi, tłocznymi miejscowościami. Ale ponieważ istnieją to postanowiliśmy je odwiedzić ;)



Najpierw pojechaliśmy do Polańczyka. Ponieważ mieliśmy tam stosunkowo niedaleko, pojechaliśmy w ramach rozrywki, w któreś popołudnie, jedno z pierwszych na tych wakacjach.  Była to chyba niedziela, na pewno bardzo ciepły i słoneczny dzień.
Zostawiliśmy samochód przy głównej ulicy i stamtąd chcieliśmy przespacerować się do przystani i głównego kąpieliska. Okazało się to dość trudne zadanie, ponieważ o tej porze w przeciwnym kierunku płynęła rzeka ludzi, a my brnęliśmy pod prąd ;) Była to rzeka wyjątkowo zmarnowanych, wymęczonych słońcem i wodą ludzi. Częsty widok podczas powrotu z plaży w większości nadmorskich miejscowości ;) Poczuliśmy się prawie jak nad morzem ;)
Na szczęście jakoś udało nam się dotrzeć do przystani i kąpieliska. Okazało się, że rzeka ludzi, która stąd płynęła była tylko częścią plażujących tu ludzi i nadal jest tu dość tłoczno. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie jak to musiało wyglądać jeszcze godzinę temu... Pokręciliśmy się tam chwilę, ponieważ tak jak przypuszczaliśmy wcześniej, zdecydowanie nie było to miejsce dla nas, wróciliśmy do samochodu. Po drodze kupiliśmy sobie pyszne gofry, jedyna miła rzecz w Polańczyku :)

Kilka dni później wybraliśmy się do Soliny.
Zaczęliśmy od wizyty na Wystawie Dinozaurów, która mieściła się w dość dużym namiocie u stóp zapory. Nas nie zachwyciła, ale naszemu starszakowi - miłośnikowi tych wielkich gadów - bardzo się podobała, a przecież to dla niego miała być atrakcja :)

Główną atrakcją Soliny jest oczywiście zapora. Zapora długości ponad 600 m., dzieląca miejscowość na dwie części, spełnia rolę deptaka.
My zostawiliśmy samochód na parkingu po zachodniej stronie zapory (jadąc drogą z Polańczyka). I poszliśmy w stronę zapory. Dojście nie jest łatwe ;) Droga, którą idziemy jest zastawiona po obu stronach budkami i straganami, na których można kupić niemal wszystko: od bieszczadzkich pamiątek po chińskie badziewie . Oczywiście nasz starszak uważa, że większość z tych rzeczy jest mu bardzo potrzebna, wręcz niezbędna ;)
Po uiszczeniu opłaty wchodzimy na zaporę, nie powiem spacer jest bardzo przyjemny, głównie z powodu widoków ma zalew Soliński.



Zaraz po zejściu z zapory trafiamy do wesołego miasteczka. Ponieważ starszak już od kilku dni miał obiecaną zabawę w takim miejscu, spędzamy tu trochę czasu i zostawiam trochę pieniędzy ;)



Jesteśmy po wschodniej stronie i tutaj również idziemy tłoczną handlową uliczką. Dzielnie mijamy wszystkie stragany i kierujemy się na przystań "Białej Floty". Będąc w Solinie chcemy wybrać się na mały rejs wycieczkowym stateczkiem. Trafiamy tuż przed odpłynięciem jednego z nich, więc rzutem na taśmę kupujemy bilet i wsiadamy. Niestety jest dość tłoczno i nie znajdujemy już miejsca na zewnątrz, zostaje nam, więc miejsce w środku. Okazuje się, że nasz Maluch nie jest zachwycony pobytem na jednostce pływającej i mocno marudzi. Gdyby nie marudzenie Kajtula wycieczka statkiem byłaby miłym akcentem podczas pobytu w Solinie. Warto się na nią wybrać, szczególnie, jeśli ma się troszkę starsze dzieci.



Po przejażdżce stateczkiem, zanim wrócimy na drugą stronę, robimy sobie mały postój w bardzo sympatycznej kawiarence. Straszak jest zajęty wielkim, lodowym deserem, maluch śpi, a my możemy w spokoju napić się kawy :))

Po skorzystaniu z większości atrakcji, jakie oferuje Solina, wracamy do naszego ośrodka nie planując  już wracać do Soliny podczas tych wakacji, co za dużo to niezdrowo ;)
Okazało się jednak inaczej. Ku naszemu rozczarowaniu w górskich miejscowościach nie udało nam się kupić pamiątek dla bliskich, więc ostatniego dnia wracamy na gwarną uliczkę handlową Soliny :) Miało to jednak też pozytywną stronę, kolejny pobyt tutaj spowodował, że Łukasz zatęsknił za górami i zapragnął znowu znaleźć się wśród falujących traw, dzięki czemu postanowiliśmy przedłużyć nasze wakacje o jeden dzień i wybrać się jeszcze na zakończenie w góry :)) Przypominam, że wszystkie górskie wycieczki opisałam już wcześniej :))

1 komentarz:

  1. Witam , po raz pierwszy wybieram się w Bieszczady , chciałem się zapytać o państwa bazę wypadową . Gdzie państwo zakotwiczyli ?

    OdpowiedzUsuń