Pałac, zamek i klasztor czyli jeden dzień na Opolszczyźnie.

W myśl powiedzenia do trzech razy sztuka w niedzielę (drugi weekend maja) wybraliśmy się na Opolszczyznę. Pierwszy raz taką wycieczkę planowaliśmy jeszcze jesienią, ale któryś z młodszych podróżników się rozchorował, następnym razem kilka tygodni temu, też coś nam przeszkodziło i wreszcie się udało :)
Głównym celem był zamek w Mosznej i kwitnące azalie... Okazało się jednak (nie po raz pierwszy), że takich miejsc, szczególnie w okresach, kiedy są najpiękniejsze, nie należy odwiedzać w niedzielę... Ale od początku..





Wyjechaliśmy niezbyt wcześnie, tuż przed godz. 10 i pojechaliśmy drogą 46 w stronę Opola. Warto pojechać skrótem objeżdżając Lubliniec, należy w miejscowości Kochanowice skręcić na Kochcice. Jeśli mamy więcej czasu warto zatrzymać się w Kochcicach, aby zobaczyć znajdujący się tam pałac.  Do drogi 46 dojeżdżamy przed Pawonkowem. My jednak nie mogliśmy skorzystać ze skrótu, ponieważ droga była zamknięta, remont...

Pierwszy postój robimy sobie we wsi Gwoździany, tam kilkaset metrów od drogi (po prawej stronie) znajduję się stary, drewniany kościółek. Miejsce to znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej. Kościół parafialny p.w. Nawiedzenia NMP z 1576 r., przeniesiony w 1978 r. z Kościelisk koło Olesna. Warto zatrzymać się tu na moment. Kościołek jest bardzo ładny, dodatkowo jego otoczenie jest bardzo zadbane. 



Jedziemy dalej, w miejscowości Ozimek, skręcamy w lewo i znajdujemy boczną drogę prowadzącą do Kamienia Śląskiego. Piszę, że znaleźliśmy, ponieważ oznakowanie naszych dróg, szczególnie bocznych, pozostawia wiele do życzenia, a my jeszcze nie posiadamy nawigacji GPS. Na szczęście mamy dobrą mapę - Śląsk Opolski, więc bez większych problemów docieramy do Kamienia Śląskiego, zresztą na drogowskazy do pałacu trafiamy sporo wcześniej.

Samochód zostawiamy przy drodze, tuż przy wejściu do kompleksu pałacowo-parkowego. I już od wejścia jesteśmy pod dużym wrażeniem, szczególnie po obejrzeniu tablicy ze zdjęciami jak to miejsce wyglądało jeszcze 15 lat temu. Z kompletnej ruiny został odbudowany piękny pałac, do tego otoczony jest bardzo przyjemnym i zadbanym ogrodem. 

Trafiliśmy akurat na mszę w pałacowej kaplicy (w pałacu mieści się sanktuarium św. Jacka) więc zaczęliśmy od spaceru z drugiej strony pałacu oraz obejrzenia budynków położonego obok sanatorium. Posiedzieliśmy też chwilkę nad stawem w towarzystwie kaczek :) Widząc, że msza się skończyła poszliśmy od frontowej strony pałacu i obejrzeliśmy kaplicę. Można również zwiedzać pałacowe wnętrza (wstęp o pełnych godzinach, dorośli 2zł, dzieci 1zł) ale my nie skorzystaliśmy.
Pałac i jego otoczenie zrobiły na nas duże wrażenie i gorąco polecam to miejsce.










No, ale my mamy jeszcze inne punkty tego dnia, więc ruszamy dalej, kolejny cel to Rogów Opolski. Do Rogowa wjeżdżamy od strony Krapkowic, przejeżdżamy przez wieś i nic... Wracamy i dopiero jadąc w drugim kierunku widzimy strzałkę z napisem ZAMEK, niestety jest widoczna tylko z jednej strony... Dlatego jeśli wjedziecie do Rogowa od strony Krapkowic należy zaraz na początku wsi skręcić w prawo.

Zamek schowany jest wśród wysokich, starych drzew, z daleka  zupełnie niewidoczny. XVI-wieczny zamek jest niewielki, do tego otoczenie ogromnych, starych drzew sprawia, że nie robi zbyt dużego wrażenia. A nawet powiedziałabym, że ja w pierwszym momencie jestem rozczarowana... Na szczęście tylko w pierwszym momencie, już po krótkim spacerze oczarowuje nas atmosfera tego miejsca :) Zamek jest pięknie odrestaurowany, pomalowany na wyrazisty żółty kolor, otoczony przepięknym parkiem. Do tego dociera tu niewielu turystów, co sprawia, że jest tu niezwykle cicho i spokojnie. Cudnie.









Zamek można zwiedzać, bilet normalny 4zł, ulgowy 2zł. My tradycyjnie rezygnujemy z podziwiania wnętrz.

Jedziemy dalej, wracamy drogą do Krapkowic i stamtąd kierujemy się do Mosznej, głównego celu naszej dzisiejszej wycieczki. Samochód zostawiamy na pierwszym parkingu (płatny 4zł.) po wjeździe do wsi i wchodzimy boczną bramą na teren starego parku. Po 5-cio minutowym spacerze dochodzimy do zamku, okazuje się, że wejście na teren parku bezpośrednio otaczającego zamek jest płatny (chyba 5zł.) i do wejścia ustawiła się wielka kolejka... No tak: niedziela, pięknie kwitną azalię... Mogliśmy się tego spodziewać. Widząc wielką kolejkę i masę ludzi spacerujących dookoła zamku podejmujemy szybką decyzję - wracamy do samochodu... Bajkowy zamek w Mosznej czekał na nas tak długo, więc na pewno poczeka jeszcze trochę. A widząc go i jego otoczenie wiemy, że na pewno tu wrócimy, ale nie jak kwitną azalię i nie w niedzielę ;)




W planach tego dnia (jeśli starczyłoby nam czasu) mieliśmy jeszcze klasztor na Górze św.Anny, tak więc po dotarciu do samochodu jedziemy właśnie tam.
Sanktuarium św. Anny Samotrzeciej, babci Jezusa, jest położone na całkiem sporej górce, do tego jedynej w okolicy, dzięki czemu roztacza się stąd przepiękny widok na wszystkie strony. Zostawiamy samochód na parkingu pod sanktuarium. Z zewnątrz kościół nie jest zbyt ładny, szarobura elewacja, nieciekawa wieża... Natomiast bazylika w środku jest przepiękna.




Po krótkiej modlitwie w bazylice i idziemy coś zjeść. Wybieramy położony obok Dom Pielgrzyma, na szczęście pomimo późnej pory i trzech przyjęć komunijnych, które tam się odbywają dostajemy smaczny i niedrogi obiad. Następnie udajemy się na rynek miasteczka, jemy lody, zatrzymujemy się moment pod pomnikiem Jana Pawła II i na tym kończy się nasza wizyta w tym miejscu. Niestety nie mamy już więcej czasu, a szkoda, ponieważ dookoła sanktuarium znajduje się 14 ścieżek dydaktycznych oraz Kalwaria, składająca się z 3 kościołów i 37 kaplic a przepiękne widoki zachęcają do spacerów, może następnym razem...

Około 18:00 ruszamy w drogę powrotną do domu. Jedziemy do Strzelec Opolskich i stamtąd chcemy dojechać na "naszą" drogę nr.46 w okolicach Dobrodzienia. Niestety okazuje się, że droga jest zamknięta, remont... Rezygnujemy z wyznaczonych, długich objazdów i wybieramy białą, boczną drogę przez Osiek. Znalezienie wyjazdu na tą drogę w Strzelcach już jest dość trudne a potem jest już tylko gorzej... Droga jest w fatalnym stanie, niby asfaltowa, ale więcej jest dziur niż asfaltu, do tego szeroka na jeden samochód (nie jest to wprawdzie problem, bo nic poza nami tędy nie jedzie...), poruszamy się nią w tempie szybkiego żółwia i nasze humory są coraz gorsze... No, ale nie ma wyjścia, jedziemy dalej... Na szczęście docieramy do wsi Osiek a dalej jest już lepiej. Wprawdzie we wsi Kolonowskie nie bardzo wiemy gdzie jechać i  Łukasz wybiera drogę trochę na wyczucie, ale w końcu docieramy do "naszej", głównej drogi Opole - Częstochowa. Ostatni odcinek umila nam relacja radiowa z toczącego się właśnie meczu żużlowego pomiędzy Częstochowskim Włókniarzem a drużyną z Gorzowa. Nasi chłopcy wygrywają a my szczęśliwie dojeżdżamy do domu :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz