Na górskim szlaku.

Ostatni dzień w Alpach Julijskich więc i ostatnia szansa na górską wędrówkę. Ruszamy rano w kierunku jeziora Bohinj. Zatrzymujemy się w Ribcev Laz, uroczym miasteczku nad jeziorem. Jest tu kilka hoteli i restauracji, kręci się trochę turystów, ale jest zdecydowanie bardziej sennie i spokojnie nić w Bledzie. Tak sobie myślę, że będąc następnym razem w tym rejonie wolałabym mieszkać właśnie tutaj...
Idziemy najpierw pod pomnik zdobywców Triglavu, czterech mężczyzn wpatrzonych w górskie szczyty, w tym ten najwyższy w Słowenii - Triglav 2864m n.p.m. Idziemy na chwilę nad jezioro, pięknie tu! Krystalicznie czysta woda, w której odbijają się skaliste szczyty, do tego uroczy kościółek nad brzegiem i mały mostek - całość tworzy obrazek jak z bajki.
Ribcev Laz
My jedziemy dalej w stronę Ukanc. Mijamy drogę odchodzącą w stronę kolejki linowej na górę Vogel i przez moment zastanawiamy się czy może nie wjechać kolejką... Wiemy, że stamtąd roztaczają się wspaniałe widoki na jezioro i góry. Pewnie z Crnego Jezera, gdzie planujemy wejść, nie będzie takich widoków... Jednak tego dnia mieliśmy pochodzić po górach a nie kolejny raz gdzieś wjechać. W sumie podczas pobytu w Słowenii nie byliśmy jeszcze na prawdziwym górskim szlaku, sporo połaziliśmy wprawdzie podczas wycieczki na hale Voje, ale tam była szeroka i niemal płaska droga... Ambicje wzięły górę i jedziemy dalej do Kocy pri Savicy, zostawiamy samochód na dużym parkingu, przyjeżdża tu sporo ludzi, żeby zobaczyć wodospad Savica. My jednak idziemy w inną stronę, do Crnego Jezera. Wg. oznaczeń powinniśmy tam być z 1h45min. Już dojeżdżając na parking widzieliśmy, co nas czeka, przed nami była niemal pionowa, skalna ściana... aż niesamowite jak oni poprowadzili ten szlak... Ale poprowadzili i my po nim idziemy, a raczej pniemy się mozolnie do góry. Przewyższenie jest spore - ok. 800: Koca pri Savicy jest na wysokości 653m n.p.m., natomiast Crne Jezero - niecałe 1500m n.p.m. Na tym właśnie polega problem w chodzeniu po słoweńskich górach, zazwyczaj wychodzi się z bardzo niskiego poziomy i aby gdzieś wejść, wcale nie za wysoko, trzeba się nieźle namęczyć. Na szczęście mają bardzo dobrą bazę schronisk górskich, więc nie ma problemu z noclegiem w górach, bo bez tego ciężko zdobywać szczyty Alp Julijskich. W naszych, niewiele niższych Tartrach jest prościej. Rysy spokojnie można zdobyć w jeden dzień, nawet mieszkając w Zakopanym.
No, ale wróćmy na szlak, który jest trudniejszy niż się spodziewaliśmy, skalne półki, liny, metalowe klamry... Na szczęście nasz starszak radzi sobie super (maluch siedzi w nosidle na plecach u taty, dla niego jest tu zbyt niebezpiecznie), dzięki temu dostaje przydomek zlatorog, co po słoweńsku oznacza koziorożec. Ponieważ nie tylko kozice a również koziorożce można spotkać w Triglavskim Parku Narodowym.
Po ok. 2 godz. i 15 min. dochodzimy do Crego Jezera, czyli wejście tutaj zajęło nam 30min. dłużej niż według oznaczeń, co i tak jest niezłym wynikiem biorąc pod uwagę wiek naszego starszaka :) Crne Jezero jest maleńkie, takie oczko wodne otoczone skalistymi szczytami. Miejsce  bardzo spokojne, ale niestety zupełnie pozbawione widoków. I to jest trochę dziwne, bo zazwyczaj jak gdzieś wchodzimy, to o ile jest  ładna pogoda a dzisiaj jest pięknie, możemy podziwiać panoramę okolicznych szczytów. Teraz nieźle się namęczyliśmy, pokonaliśmy sporą wysokość i nie widać nic... Ale i tak było warto a widoki były po drodze ;)
 




Zejście, jak to często bywa, wcale nie jest łatwiejsze niż wchodzenie, ale jednak zajmuje mniej czasu i po 1godz. i 35min. jesteśmy na parkingu. Oj, męcząca to była wycieczka... Wracając znowu zatrzymujemy się w Ribev Laz, tym razem nie idziemy nad jezioro tylko na pizze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz