Mamucia skocznia i piękny wodospad czyli dzień troche mniej intensywny.

Mamy przedostatni dzień sierpnia i jednocześnie przedostatni dzień w Alpach Juliskich... Już pojutrze pojedziemy dalej...
Na szczęście po chmurach i deszczu z poprzedniego dnia nie ma już śladu, niebo jest cudnie błękitne i świeci słońce. Nie jest wprawdzie już tak gorąco jak było jeszcze przedwczoraj, ale to nawet lepiej, bo tutaj upały nam nie są potrzebne :)
W planach na dzisiaj było dłuższe łażenie po górach, ale ponieważ ostatnio na hali Voje mocno obtarły mnie buty postanawiamy dać moim nogą jeszcze trochę odpocząć ;)  Realizujemy, więc plan na dzień ostatni, czyli plan mniej intensywny, żeby popołudniu był czas na pakowanie. Dzisiaj wprawdzie pakować się jeszcze nie będziemy, ale spędzimy z chłopcami trochę czasu na campingowym boisku i placu zabaw, w końcu po coś wieźliśmy tutaj piłkę i te wszystkie paletki... ;) No i może uda się pojechać na wieczorny spacer do Bledu? Do tej pory zazwyczaj wieczorami już nam się nie chciało...
No więc jedziemy :) Kierunek Kranjska Gora, drogę już znamy, jechaliśmy tędy na przełęcz Vrsic. Tym razem nie skręcamy w Kranjskiej Gorze w lewo tylko jedziemy dalej prosto i skręcamy kilka kilometrów dalej w stronę Planicy :) Oczywiście to ta Planica i tutaj znajduje się największa skocznia na świecie! Parking pod skocznią jest płatny - 2 euro a miły pan parkingowy na widok naszej rejestracji mówi: "Polska? Adam Małysz" :) i daje nam zamiast biletu parkingowego dwa metalowe znaczki ze skocznią.
Skocznia już z dołu robi duże wrażenie ale oczywiście chcemy wejść na górę. Nie ma żadnych bramek ani opłata za wejście na obiekt, są jedynie ostrzeżenia o niebezpieczeństwie oraz o tym, że zarządca nie ponosi winny za ewentualny wypadek.
Zaczynamy, więc wspinaczkę po schodach, jest ich duużo, najpierw stare betonowe, potem nowsze metalowe. Mijamy tablicę stojącą w miejscu najdłuższego skoku, rekordu tej skoczni i jednocześnie świata. Na tablicy możemy przeczytać: "239m., Bjorna Einar Romoren, 20.03.2005".  Pierwszy postój robimy sobie sporo poniżej progu, to tutaj lądują ci najsłabsi... a stok jest tutaj bardzo stromy. Idziemy dalej i kolejna przerwa we wspinaczce na dużym, drewnianym podeście koło progu. Można stąd wejść na próg i rozbieg. Po krótkim odpoczynku, takie wędrowanie po schodach jednak trochę męczy, idziemy dalej, na samą górę.
Super! Stojąc na samej górze i patrząc w dół jest się pełnym podziwu dla zawodników, tu jest na prawdę wysoko!! Skocznia z tej perspektywy robi bardzo duże wrażenie.

 

Zejście po tych wszystkich schodach nie jest wcale przyjemniejsze dla nóg niż wchodzenie... Schodząc z ostatniego stopnia czuję dużą ulgę ;)
Pakujemy się do samochodu i jedziemy dalej :) Wracamy tą samą drogą (Kranjska Gora - Jesenice) ale w miejscowości Mojstrana (zresztą cudnie położonej) skręcamy w prawo, w Dolinę Vrata. Wąska, bardzo stroma i częściowo nieutwardzona droga prowadzi przez dolinę do schroniska Aljazev Dom. Zanim jednak dojedziemy do schroniska zatrzymujemy się koło wodospadu Pericnik, czyli po około 6km.
Za każdym razem czytając o okolicach Bledu, Bohinj napotykałam opisy wodospadu Savica, niby najwspanialszego w Słowenii... jednak ze zdjęć niekoniecznie to wynikało. Może wiosną, kiedy topnieją śniegi, są większe opady wodospad robi wrażenie, ale pod koniec lata... Cóż, zdjęcia mnie nie zachęciły, do tego informacja, że nie da się podejść do podnóża wodospadu a jedynie do zamykanej na kłódkę bramy skutecznie zniechęciła...
Za to przeczytałam gdzieś o dolinie Vrata i o tym, że można podjechać praktycznie do samego, pięknie położonego schroniska, sprawdzając w atlasie (jeszcze w domu) zobaczyłam zaznaczony przy drodze wodospad, wyszukałam zdjęcia na picasie i wiedziałam, że musimy tam pojechać :)
Wodospad widać już z drogi, ale oczywiście trzeba podejść ścieżką przez las (5min.) pod sam wodospad. Następnie ścieżka prowadzi za ścianę wody, jesteśmy między wodą a skałą! I taki wodospad robi wielkie wrażenie, szczególnie na naszych małych smykach :) Lekko zmoczeni wychodzimy z drugiej strony. Oj tak, wodospad Pericnik, na którego nie natknęłam się w żadnym przewodniku ani w relacji z tych rejonów, okazał się fantastyczny!


                                                      



Jedziemy dalej drogą (kolejne 6km.) i im bliżej jej końca (i jednocześnie schroniska) tym więcej samochodów i to w 90% na tutejszych rejestracjach. Czyżby Słoweńcy tak chętnie spędzali niedziele w górach? Na końcu drogi jest parking, jest wprawdzie informacja o tym, że parking jest płatny, ale nie ma nikogo, komu można  byłoby zapłacić. Idziemy ścieżką do Aljazev Dom i tam wyjaśnia się zagadka ogromnej liczny samochodów. Obok schroniska jest jakaś impreza, mnóstwo ludzi siedzi na krzesełkach, ktoś mówi przez mikrofon, jacyś ludzie (w większości starsi, ubrani w regionalne stroje) dostają jakieś nagrody... Schronisko położone jest w uroczym miejscu, ale dla nas jest tu dzisiaj niestety zbyt tłoczno... Odchodzimy, więc kawałek, na szczęście głos z mikrofonu cichnie i urządzamy sobie miły piknik otoczeni pięknymi, skalistymi szczytami. Jest cudnie!

No, ale pora wracać na camping. W końcu po obiedzie mają być gry i zabawy rodzinne ;) Na szczęście udaje nam się tego dnia pojechać jeszcze na wieczorny spacer do Bledu, ale o tym w następnym odcinku ;) Dzień mniej intensywny okazał się również niezwykle przyjemny i obfitujący w piękne miejsca i niezapomniane wrażenia. Okazuje się, że w Triglavskim Parku Narodowym nie da się spędzić dnia mniej ciekawie...


2 komentarze:

  1. witaj bardzo się cieszę że trafiałam na twój blog :) cudowan relacja!
    mam pytanko ws. dojazdu wodospadu w Dolinie Vrata. Czy w miasteczku jest oznaczony jakiś skręt na dolinę Vrata albo na Aljazev Dom?
    Czy droga przez ta dolinę jest bardzo wąska?
    czy bez problemu można zostawić auto przy wodospadzie i przejśc do niego? chodzi mi oczywiście o miejsce do zaparkowania auta czy nie bedzie wadziło innym uczestnikom ruchu?
    Zauroczyło mnie to miejsce a juz w lipcu będę w tamtych okolicach i bardzo bym chciała tam trafić.
    Z góry wielkie dzięki za informacje Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze już nie pamiętam czy był oznaczony skręt czy jechaliśmy według mapy... Ale nie pamiętam, żebyśmy mieli problem z trafieniem.
      Droga była dość wąska i dość stroma. Przy wodospadzie był parking przy drodze, samochód nikomu nie przeszkadzał.
      Nie dojeżdża się do samego schroniska, kilkaset metrów wcześniej jest parking, duży parking. Jest też strzałka wskazująca ścieżkę do schroniska.
      Nie ma zakazu wjazdu w tą drogę, zresztą ilość samochodów jakie tam wtedy były świadczyła o tym, że można tam legalnie wjeżdżać ;)

      Usuń