Graz - idealny na przerwę w podróży.

Miało być o Słowenii i Chorwacji, jednak pierwszy odcinek wakacyjnych wspomnień będzie o pięknym mieście odwiedzonym po drodze - o Grazu.
Z Częstochowy wyjechaliśmy w środku nocy (dokładniej ok.2-3 w nocy, 24.sierpnia), mieliśmy przed sobą ok.900km. Pamiętając z zeszłorocznych wakacji jak dobrze zrobił nam dłuższy rano postój we Fryburgu, postanowiliśmy tym razem też zatrzymać się gdzieś na dłużej. Wyczytałam gdzieś o Minimunds w Klagenfurcie czyli parku miniatur i pomyślałam, że byłoby to idealne miejsce na odpoczynek w podróży. Jednak okazało się, że miejsce jest bardzo ciekawe i dwie godziny to stanowczo za mało na pobyt tam...
Innym miastem po drodze, kawałek przed Klagenfurtem był Graz, więc postanowiliśmy, że właśnie tam się zatrzymamy.




Niestety, nie mieliśmy przewodnika a jedynie plan centrum w atlasie. Jedynym źródłem informacji o mieście był przeczytany przed wyjazdem artykuł w podróżniczej gazecie... Niestety samej gazety zapomnieliśmy zabrać, a szkoda, bo był tam mały planik z zaznaczonymi ciekawymi miejscami. Na szczęście coś niecoś w głowie zostało.
Dojechaliśmy, więc do centrum, zostawiliśmy samochód na parkingu koło parku (za wrzucone 2 Euro parkometr wydrukował na bilet parkingowy na 1,5 godz.) i ruszyliśmy w stronę starego miasta. Pięknymi, wąskimi ulicami docieramy na Rynek z przepięknym, klasycystycznym ratuszem. 






Rynek, podobnie jak część uliczek starego miasta, jest wyłączony z ruchu samochodowego, podjeżdżają tu jedynie ciche tramwaje. Główny plac Grazu jest doskonałym miejscem na szybką przekąskę, stoi tu mnóstwo budek z hot-dogami czy kiełbasą na ciepło.
My nie jesteśmy głodni, ruszamy więc dalej, zagłębiamy się w wąskie uliczki i pozwalamy by to one nas prowadziły. W ten sposób docieramy do rzeki Mury. Rzeka nie jest zbyt szeroka i ma okropny brunatny kolor... My idziemy wzdłuż brzegu, aby odnaleźć sztuczną wyspę, która powstała w 2003 roku, kiedy Graz był Europejską Stolicą Kultury. Na wyspę nie wchodzimy, oglądamy ją jedynie z mostku obok, którym przechodzimy do kolejnej "pamiątki" z 2003 r., czyli do Muzeum Sztuki Nowoczesnej zwanym potocznie bańką lub robakiem. Faktycznie budynek jest dziwaczny...





Wracamy na "naszą" stronę rzeki, przechodząc przez most widzimy w dole plaże miejską.. ;)




Zaraz za mostkiem znajdujemy mały placyk zabaw i chłopcy mają czas na chwilę zabawy. Zawsze będąc w jakimś mieście szukamy placów zabaw, parków, żeby dzieci mogły się chwilę pobawić, pobiegać.




Znad rzeki widać wieże zegarową znajdującą się na Górze Zamkowej. Jest ona pozostałością stojącego tu kiedyś zamku. Można tam dotrzeć kolejką lub wspiąć się stromymi, krętymi uliczkami. My niestety nie mamy na taką wycieczkę już czasu, a szkoda, bardzo lubimy podziwiać odwiedzane miejsca z góry.


Kierujemy się z powrotem na Rynek a następnie jedną z ulic w stronę parku, przy którym stoi nasz samochód. Zatrzymujemy się jednak w jednym z kawiarnianych ogródków na kawę i lody. I jedno i drugie jest pyszne.





Na tym kończy się nasz spacer po Grazu, mieście, które  okazało się niezwykle piękne i pełne uroku. Zadbane, eleganckie uliczki, uśmiechnięci, nie śpieszący się mieszkańcy oraz gwar kawiarnianych ogródków - taki właśnie w moich oczach jest Graz.
Mamy nadzieję, że kiedyś uda nam się przyjechać tu na troszkę dłużej i wtedy wejdziemy na Górę Zamkową, pójdziemy do największej na świecie zbrojowni a przede wszystkim pospacerujemy pięknymi uliczkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz