Dolina Lotschental - jedna z piękniejszych bocznych dolin w Valais


Dzień bardzo miło się zaczyna, bo chłopaki budzą nas dopiero po 8:00, jak dla nas to luksus :)
Tego dnia planujemy wybrać się na spacer alpejską doliną. Zachęceni opisami w przewodniku wybieramy położoną niedaleko Lotschental, wg. naszego przewodnika jest jedną z piękniejszych bocznych dolin w Valais. Pogoda bardzo ładna, ciepło i słonecznie.






Ale za nim opowiem o pierwszej wycieczce słów kilka o naszym campingu Simplonblick w Raronie.
Otóż pierwsze wrażenie było baardzo niekorzystne... No, ale trzeba wsiąść poprawkę na 20godzinną podróż i ogromne zmęczenie rano było już lepiej, a po sześciu dniach nawet go polubiliśmy. A co w campingu było nie tak? Przede wszystkim był baardzo zaniedbany, czego się nie spodziewałam w Szwajcarii. Był basen i brodzik dla dzieci, duży plac zabaw, ale wszystko wyglądało na zrobione 20 lat temu i od tej pory nie zmieniane. Ogólnie czysty, toalety w porządku, codzienne sprzątane i pod tym względem OK. Większość campingu było zajęte przez przyczepy i to przyczepy zainstalowane na stałe, chyba były prywatną własnością, przy jednej rosły nawet krzaczki z pomidorkami. My na campingu spędzaliśmy bardzo mało czasu, praktycznie tylko poranki i wieczory, dlatego później już byliśmy zadowoleni :) 

No, ale wrócimy do naszej pierwszej wycieczki...
Dojeżdżamy niezwykle malowniczą drogą do osady Fafleralp (1788m n.p.m.). Widoki po drodze są przepiękne, również mijane po drodze miejscowości bardzo nam się podobają.
Na końcu drogi jest duży parking, na którym zostawiamy samochód (opłata 5 CHF/dzień) i stamtąd idziemy dalej szlakiem. Planowaliśmy tylko spacer po dolince, ale wg. oznaczeń na końcu doliny jest schronisko Anenhutte, do którego idzie się  2 godz., więc postanawiamy, że to będzie cel naszej wycieczki.







Dolina jest faktycznie przepiękna, szeroka, zielona, przecięta rwącym potokiem. Po obu stronach groźne, skaliste szczyty, a na końcu lodowiec.



W lewym, górnym rogu widać schronisko, do którego idziemy.




Po drodze psuje się pogoda i podczas podejścia do schroniska (końcówka jest dość męcząca) zaczyna padać lekki deszczyk i zmniejsza się widoczność. Zastanawiamy się nawet chwilę czy nie lepiej zawrócić, ale w końcu do schroniska mamy zdecydowanie bliżej niż do samochodu, a jeśli pogoda zupełnie się popsuje możemy nawet zostać na noc...

No i docieramy do Anenhutte (2355m n.p.m.)! Niestety, czeka nas niemiła niespodzianka: okazuje się, że w schronisku jest remont i jest ono nieczynne, a w środku są jedynie dwaj robotnicy. Na szczęście możemy tam na chwilę wejść, panowie częstują nas ciepłą herbatą, możemy też zrobić sobie herbatę do termosu, bo nasza się już skończyła. Dają nam też sztormiak (dla mnie) i dwa worki na śmieci, które po zrobieniu dziur na ręce i głowy służą za peleryny przeciwdeszczowe dla chłopaków. Planowaliśmy jedynie krótki spacer po dolince, do tego rano pogoda była ładna i nie zabraliśmy ze sobą nic przeciwdeszczowego... Alpy dały nam nauczkę. Kiedy wychodzimy na zewnątrz okazuje się, że pogoda jeszcze bardziej się popsuła, strasznie wieje, poda, nic nie widać, bo jesteśmy w jakiejś chmurze. Wygląda to wszystko groźnie... Misiek zaczyna trochę płakać, żeby więc dodać mu otuchy śpiewamy śpiewamy piosenkę "Słoneczko nasze rozchmurz się..."

Na szczęście bez problemów schodzimy na dół, a po ok.20min. powrotnej drogi przestaje padać i nawet zaczyna znowu przebijać słonko. Słonko usłyszało chyba naszą piosenkę :)

Na górze nie mieliśmy ochoty na robienie zdjęć, tu już kiedy przestało padać: ja w pelerynie, Misiek w worku na śmieci ;)



W drodze powrotnej doganiają nas robotnicy ze schroniska, możemy im oddać peleryny. 



Faflerapl.





Ogólnie pierwszą wycieczkę uznajemy za bardzo udaną i polecamy spacer doliną Lotschental, za jakiś czas również wizytę w Anenhutte ;)  Radzimy tylko zaopatrzyć się w kurtki przeciwdeszczowe, nawet jak na dole świeci słonko... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz