Bieszczady czyli przede wszystkim góry...

Zacznijmy oczywiście od wycieczek w góry :)  Bieszczady są przepiękne i będąc w okolicy trzeba obowiązkowo wybrać się choć na jedną pieszą wycieczkę. My byliśmy na czterech :)





Na nasz „pierwszy raz” na bieszczadzkich szlakach wybraliśmy Małą i Wielką Rawkę. (Pierwszy raz był tylko dla mnie i chłopców, bo Łukasz był tu już dwa czy trzy lata wcześniej z kolegami).
Pojechaliśmy na przełęcz Wyżniańską (885m n.p.m.) i tam na parkingu zostawiliśmy samochód. Szczerze mówiąc, widoki roztaczające się z parkingu już są przepiękne i mnie na prawdę zatkało, tak tam było pięknie dookoła, że w zupełności wystarczyłoby mi gdybyśmy tam zostali... ;)
No ale oczywiście poszliśmy dalej.
Na początku szlak zielony prowadzi szeroką, piaszczystą polną drogą do schroniska „Pod Małą Rawką”.

 Widok spod schroniska.


Tam robimy sobie krótki postój i idziemy dalej na Małą Rawkę. Szlak prowadzi dość stromą ścieżką przez las. Szczerze mówić ta pierwsza wycieczka mocno dała w kość. O dziwo naszemu starszemu synkowi w ogóle, niemal biegł w górę jak mała kozica.
Jednak warto się było męczyć, z Małej Rawki (1271m n.p.m.) roztaczają się niesamowite widoki. Niestety bardzo mocno tutaj wieje i musimy schować się za krzakami, gdzie jest spokojnie.
Czas na mleczko ;)



Po odpoczynku idziemy dalej żółtym szlakiem na Wielką Rawkę, choć na początku wydaje mi się to niemożliwe bo wiatr jest naprawdę bardzo silny, jednak jakoś dajemy radę ;)
Idąc szlakiem między Małą a Wielką Rawkę przekonuje się co znaczy określenie: „ocean falujących traw”, dokładnie tak wyglądają trawy jakby były falami oceanu... niezapomniany, przepiękny widok.



Na Wielkiej Rawce (1304m n.p.m.) dalej bardzo wieje ale my znajdujemy sobie zaciszne miejsce w trawie poniżej szczytu. Zdecydowanie Wilka Rawka jest świetnym punktem widokowym, ja jako bieszczadzki żółtodziób jestem oczarowana... ta niesamowita zielona przestrzeń przed nami, coś pięknego!

Z Wielkiej Rawki schodzimy tym samym szlakiem do samochodu. Zatrzymujemy się jeszcze w schronisku żeby coś zjeść, polecam pyszne naleśniki z jagodami :)






Celem drugiej wycieczki jest Połonina Wetlińska. Ze względu na naszego małego turystę (tego, który drepcze samodzielnie) wybieramy najkrótszy (przez co najbardziej popularny) szlak prowadzący z przełęczy Wyżniej. Znowu zostawiamy samochód na  parkingu na przełęczy, tym razem przechodzimy na drugą stronę drogi i idziemy żółtym szlakiem. Na początku szlak jest zupełnie nieciekawy, dopiero jak wychodzimy z lasu robi się ładnie.
Docieramy do schroniska, którego nazwa bardzo przypadła do gustu naszemu przedszkolakowi – „Chatka Puchatka”. Schronisko jest bardzo malut
kie. Spędzamy koło niego troszkę czasu po czym odchodzimy na bok (w stronę połoniny Caryńskiej) i dosłownie kilkanaście metrów od schroniska i od szlaku znajdujemy urocze miejsce i tam robimy sobie dłuższą przerwę z widokiem na Caryńską...









No i idziemy trzeci raz w góry (i według planów ostatni podczas tego pobytu), celem ma być zdobycie najwyższego szczytu w Bieszczadach czyli Tarnicy (1346m n.p.m.). Tym razem samochód zostawiamy na parkingu w Wołosatem i kierujemy się najpierw szlakiem niebieskim. a następnie żółtym na Tarnicę.



Znowu wybieramy najkrótszą drogę, ale pomimo to, dla naszego czterolatka jest to nie lada wyzwanie. Wycieczka na Tarnicę jest chyba dla mnie najmniej urokliwa ze wszystkich ale to przede wszystkim ze względu na dużą liczbę turystów (z przewagą stonki ;) ). Nasz przedszkolak spisuje się dzielnie i bez problemu zdobywa szczyt, pierwszy szczyt z korony Polskich Gór :) Jesteśmy bardzo z niego dumni.



Plany były takie, że Tarnica będzie ostatnią wycieczką ale...
Dzień przed planowanym wyjazdem do domu wybraliśmy się do Soliny i tam spacerując po zaporze, pośród tłumu turystów, mój mąż zapragnął jeszcze raz znaleźć się pośród falujących traw. Podjęcie decyzji było szybkie: przedłużamy pobyt w ośrodku o jeden dzień i jutro idziemy znowu w góry :)
Tym razem czeka na nas Połonina Caryńska.
Tak jak za pierwszym razem zostawiamy samochód na przełęczy Wyżniańskiej i zielonym szlakiem idziemy na połoninę. Tam czerwonym szlakiem kierujem
y się najpierw na najwyższy wierzchołek Połoniny 1297m n.p.m. ( od strony Połoniny Wetlińskiej), następnie idziemy szlakiem czerwonym na drugi koniec połoniny (od strony Ustrzyk). Oboje jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się przedłużyć pobyt o jedne dzień i wybrać się jeszcze tutaj... jest pięknie!!







I na tym kończą się nasze górskie przygody w Bieszczadach. Nasz czteroletni synek wszystkie te trasy przeszedł na własnych nóżkach, ani razu nie był niesiony :)

9 komentarzy:

  1. Hej, super blog, i piekny opis - Bieszczady jak zywe :) my jedziemy wlasnie z nasza 4letnia coreczka, ale szczerze - nie wyobrazam sobie aby dala rade wdrapac sie tam gdzie Wasz starszak sam! Podziwiam i gratuluję! Pozdrawiam serdecznie! Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujęmy :) Fakt, nasz starszy syn to niezły piechur, teraz ma prawie 10lat i mu to zostało.
      Życzę udanego wyjazdu!
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń
  2. Zazdroszczę....my tak lekko nie mamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż serce się rwie jak widzę te zdjęcia, ale trzeba poczekać z wyjazdem do sierpnie 2015. nasze starsze (5 i 7lat) to też niezłe piechury, więc pewnie dadzą radę, a dlal trzy latka ciągle trzymam nosidełko :-) tak w razie czego,
    piękne zdjęcia i opisy.
    pozdrawiam iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że opisy na blogu pomogą w planowaniu wakacji :)
      My naszą trzylatkę dwa lata temu w Sudetach jeszcze nosiliśmy w nosidle, oczywiście sporo już szła sama ale czasem nosidło było niezbędne :)
      Życzę udanych wakacji :)
      Pozdrawiam Asia.

      Usuń
  4. Planujemy wyjechać w lipcu z dwójką dzieci - 7 i 2 lata. Czytając Wasz opis nabrałam chęci żeby pokusić się z nimi na jakąś wyprawę. Skąd wiedzieliście które trasy są najprostsze, najlepsze dla dzieci? Tak naprawdę to będzie nasz pierwszy raz w górach i jestem całkiem zielona.
    Może polecisz jakieś noclegi, najlepiej żeby blisko było jezioro/zalew, żeby w ciepłe dni można było korzystać z kąpieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba z doświadczenia, po górach już trochę chodzimy i patrząc na mapę potrafimy ocenić trudność szlaku, długość, przewyższenia itp. Noclegu niestety nie możemy polecić. my mieszkaliśmy nad rzeką w ośrodku Solinka ale jeśli nie przeszedł remontu to nie polecamy. Pozdrawiamy i życzymy udanego wyjazdu :)

      Usuń
  5. hej hej, nigdy nie przypuszczałam ze będę czytać bloga :) zawsze omijałam je z daleka :) a tu proszę fantastyczne relacje z podróży :) cudownie się czyta i ogląda fotki :) pięknie. p.s właśnie jesteśmy z naszą 4,5 latka w Beskidzie Śląskim, pierwszy udany wypad z córcią i czas planować wypad w Bieszczady :) dziękuję za cenne informacje :) pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Udanego wędrowania życzę :)

      Usuń