Wenecja na zakończenie wakacji.

Po Szwajcarii, Korsyce i Toskanii zatrzymujemy się na półwyspie koło Wenecji. Nie moglibyśmy być tak blisko i nie odwiedzić tego wyjątkowego miasta, częściowo z jej powodu zdecydowaliśmy się na pobyt w tym miejscu. Trzeba przyznać, że jest to dobre miejsce na bazę wypadową do tego pieknego miasta na wodzie.





Pierwszą połowę dnia spędzamy na plaży i na basenie.
Po
Korsyce i tamtejszych cudownych plażach i morzu, tu jest średnio. Plaża szeroka, piaszczysta (na szczęście nie ma rzędów leżaków zasłaniających morze) i nawet nie zatłoczona, a piasek jest bardzo drobniutki i miły w dotyku, ale ma okropny, bury kolor... Morze jest niestety zimniejsze i mniej przejrzyste niż na Korsyce. Za to jest tutaj cała masa muszelek (na Korsyce praktycznie ich nie było). 

I jest tutaj mnóstwo Polaków, na plaży czuję się jakbym była nad Bałtykiem.
Obiad jemy w campingowej restauracji self service, jedzenie jest pyszne i tanie, do tego dostajemy je natychmiast (co jest niezwykle ważne przy dwóch mało cierpliwych smykach). Za trzy dania + sałatki i napoje płacimy niecałe 20 euro.

Popołudniu jedziemy do Punta Sabbioni (ostatniej miejscowości na półwyspie), zostawiamy tam samochód na parkingu i płyniemy tramwajem wodnym do Wenecji :)




Kiedy wysiadamy z tramwaju zalewa nas fala ludzi... Normalnie szok... Dookoła są tłumy ludzi, straszne...
Byliśmy już w Wenecji parę lat temu, wtedy sporo zwiedziliśmy i teraz postanowiliśmy wybrać się po prostu na spacer, żeby nacieszyć się atmosferą tego niesamowitego, dla mnie magicznego miejsca... Niestety przy tłumie ludzi jaki nas otacza, wydaje się to być niemożliwe.





Dziwne, bo poprzednio tak bardzo te tłumi mi nie przeszkadzały, chyba się starzeję ;)
Do tego mamy wrażenie, że cała Wenecja jest zasłonięta rusztowaniami, chyba wszystko odnawiają... Most Westchnień, fragment bazyliki św.Marka, Kampinila i wiele innych...

Uciekamy, więc od tłumów oraz głównych szlaków turystycznych i zgłębiamy się w labirynt niezwykle wąskich uliczek, niektóre są zupełnie puste, czasami musimy zawracać, bo uliczka okazuje się "ślepa" i prowadzi do kanału. Ale błądząc wąskimi uliczkami, z dala od tłumów, odnajdujemy urok Wenecji... Każdemu polecam taki spacer...














  
  
Po godzinnym spacerze wróciliśmy na pl. św. Marka i tam chłopaki świetnie się bawili "polując" na gołębie :)














I tak kończy się ten dzień, ostatni pełny dzień naszych wakacji, jutro już trzeba będzie wracać do domu...




4 komentarze:

  1. O, szyld z konikami mamy ten sam :-)) Ale zazdroszczę tego z gondolą - cudo!
    No i plac Św. Marka prezentuje się tu wspaniale - mnie zupełnie przytłoczył, inne sprawa, że u Ciebie wygląda na mniej zatłoczony... ;-)
    Fajnie było spojrzeć Twoimi oczami, pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My byliśmy w połowie września, może dlatego trochę mniej ludzi, natomiast mnie i tak przytłaczała ich ilość...

      Usuń
  2. Mam pytanie. Ile kosztuje maska Wenecka w Wenecji? Obiecałam sobie, że muszę taką mieć, gdy tylko tam się znajdę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ale zupełnie nie pamiętam...

      Usuń