Rowerowa Jura - pierwsze koty za płoty ;)

Mało nowych wpisów na blogu ostatnio, choć sezon wakacyjny w pełni... Powodem naszej nieobecności nie jest też niestety dłuższy wyjazd, jakoś tak wyszło, że czasu na pisanie było mniej. Jednak teraz zabieram się za nadrabianie zaległości :) Na początek krótka relacja z rowerowej wycieczki na Jurę. Nasi stali czytelnicy dobrze wiedzą, że Jura jest nam bardzo bliska (nie tylko ze względu na położenie tuż obok naszego miasta) i bywamy tam często. Jednak jeszcze nigdy nie byliśmy w piątkę na Jurze na rowerach. Nadszedł czas, żeby to nadrobić :)





Na taką wycieczkę mieliśmy już ochotę od jakiegoś czasu ale po pierwsze mieliśmy obawy czy Hania da radę, po drugie nie mieliśmy odpowiedniej ilości bagażników rowerowych. Choć mieszkamy tuż obok Jury, to jednak żeby się tam dostać trzeba przejechać przez całe miasto... Druga przeszkoda zniknęła kiedy wpadliśmy na pomysł, żeby zawieźć rowery przyczepą :)


Dodatkowo Hania przesiadła się na większy rower odziedziczony po braciach i "zaliczyła" jedną 20 kilometrową wycieczkę niedaleko domu. Postanowiliśmy zaplanować wycieczkę podobnej długości.
Wiedząc, że w ostatnich latach wyasfaltowano wiele fajnych ścieżek rowerowych w okolicach Żarek postanowiliśmy wybrać się właśnie tam. Jedziemy do Ostrężnika, zostawiamy tam samochód i na rowerach jedziemy do Przewodziszowic niebieskim szlakiem, następnie czerwonym do Żarek, z powrotem szlak czerwony do Kol. Trzemieszów i zamiast jechać dalszą drogą przez Trzebniów, jedziemy do Ostrężnika przez Cztachową. Szlaki bardzo malownicze, teren mocno pofalowany, w sumie przejechaliśmy ok. 20 km., nie jest to dużo ale jak na siły sześciolatki akurat :)


W drodze do Żarek (zdjęcia średniej jakości, robione telefonem).



W Żarkach zatrzymujemy się na Rynku, bardzo tutaj przyjemnie. Dodatkowo można tutaj zjeść pyszne lody i gofry, te drugie chyba najlepsze jakie jadłam :)




Jeżeli macie więcej czasu w Żarkach polecam wizytę w Starym Młynie, o którym niedawno pisałam :)

My ruszamy w drogę powrotną, bardzo lubię żareckie uliczki.



W drodze powrotnej chwila odpoczynku koło strażnicy w Przewodziszowicach.


Następnie zatrzymujemy się na sympatycznej polance, odchodząc kawałek od szlaku, przyszedł czas na kawę a my jak zwykle jesteśmy przygotowani :)






Na koniec mijamy Pustelnie w Czatachowej i jesteśmy koło zostawionego w Ostrężniku samochodu.



Wycieczka była bardzo udana, pogoda dopisała, drogi bardzo ładne i wygodne. Mamy nadzieję, że w te wakacje jeszcze powtórzymy rowerowy wypad na Jurę.


P.S. Tych, którzy czekają na tegoroczną wakacyjną relację muszę rozczarować, w tym roku wakacyjnej podróży nie będzie. Tak wyszło... :( Mam nadzieję, że za rok nadrobimy z nawiązką ;) A w tym roku wakacyjny czas będziemy sobie umilać krótszymi wyjazdami.

2 komentarze:

  1. Ja wraz z moją rodzinką również uwielbiamy wycieczki rowerowe po naszej okolicy. Mieszkamy blisko Ojcowa, więc tras rowerowych ci u nas dostatek.
    Pozdrawiam pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas spędzony z rodziną we wspaniały sposób...super!:)

    OdpowiedzUsuń