Na szlaku śląskich zamków i pałaców...

Dzisiaj zapraszam na jednodniową wycieczkę po Śląsku, celem będą dwa płace oraz zamek na granicy Górnego Śląska oraz Śląska Opolskiego. Każde z tym miejsc jest inne, ale każde pełne uroku i zdecydowanie warte odwiedzenia.



Wycieczka ta będzie dla nas szczególna, ponieważ po raz pierwszy wyruszamy w piątkę :) Tak, tak, w drugiej połowie lipca dołączyła do naszej rodziny mała dziewczynka. Po dwóch krótkich niedzielnych wypadach na Jurę z naszą małą dziewczynką, w przedostatnią sobotę sierpnia ruszamy gdzieś dalej... Nasz debiutujący podróżnik dzień wcześniej skończył miesiąc, więc dzisiejszy post mógłyby też być pod tytułem: "Podróże z niemowlakiem" ;)



Dzisiejsza wycieczka jest kontynuacją tej sprzed ponad roku, kiedy to oglądaliśmy dwa opolskie zamki: w Kamieniu Śląskim oraz Rogowie Opolskim oraz kiedy tłum ludzi zniechęcił nas do poznania pałacu w Mosznej. O tamtej wycieczce możecie oczywiście poczytać na moim blogu, wystarczy kliknąć ;)
Dzisiaj jedziemy na wschodni kraniec Opolszczyzny, a może jest to już Górny Śląsk...? W każdym razie zaczynamy od Toszka, w którym znajdują się ruiny zamku. Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstał tu pierwszy drewniany gród obronny, historycy są jednak zgodni, że gród w Toszku istniał już z pewnością w XII wieku. Od tego czasu zamek był własnością wielu rodów (na początku polskich a od 1532 niemieckich) aż do roku 1811r. kiedy to po wielkim pożarze pozostał ruiną. Dopiero w połowie XX wieku został częściowo odbudowany, stał się odtąd siedzibą toszeckich placówek kultury, ostatnio Centrum Kultury ,,Zamek w Toszku''.
         
Zostawiamy samochód na parkingu tuż obok murów i idziemy do bramy. Wstęp na teren zamku jest bezpłatny, płaci się jedynie za zwiedzanie baszty, niestety jesteśmy za wcześnie i baszta jest jeszcze zamknięta  (czynna od godz. 11:00).




Dziedziniec zamkowy jest przestronny i bardzo przyjemny. Jest tu sporo trawy gdzie dzieciaki mogą pobiegać, co oczywiście robią. Ja w tym czasie siadam z Hanulką na ławeczce, nasza najmłodsza podróżniczka domaga się mleczka ;)




Zamek w Toszku robi na nas bardzo pozytywne wrażenie, szkoda, że nie możemy wejść na basztę, żeby pooglądać go sobie z góry... Opuszczamy ruiny zamku jednak zanim wsiądziemy do samochodu i pojedziemy dalej, idziemy na toszecki Rynek. Wygląda na świeżo odnowiony, na środku znajduje się przyjemna fontanna, tuż obok figura św. Jana Nepomucena, jedynie ratusz zdecydowanie psuje widok, choć Łukasz uważa, że jest ciekawy...


Z Toszka kierujemy się do Pławniowic. Zespół Pałacowo-Parkowy w Pławniowicach to zdecydowanie numer jeden naszej dzisiejszej wycieczki, prawdziwa perełka.
Piękny pałac z końca XIX w. otoczony zadbanym parkiem – aż dziwne, że to miejsce jest zupełnie nieznane. Pławniowice leżą ok.70km. od naszego miasta a my nigdy nie słyszeliśmy tej nazwy, a na szlaku naszej dzisiejszej wycieczki pojawiła się dzięki Atlasowi Dolnego Śląska i Śląska Opolskiego (wyd. Eko-Graf), na którym są zaznaczone wszystkie zamki i pałace w rejonie. 



Spacerujemy po parku otaczającym pałac i robimy mnóstwo zdjęć – jest co fotografować. Siadamy na ławeczce (Hanusia domaga się mleczka), dzieciaki biegają po trawie – bardzo nam się tu podoba. Dodatkową zaletą tego pięknego miejsca jest niewielka liczba ludzi, jest tu cicho i spokojnie :)


Pałac można zwiedzać, ale jedynie z przewodnikiem, niestety nasi mali podróżnicy nie bardzo się do tego nadają, może innym razem... Muszę przyznać, że z żalem opuszczamy to piękne miejsce no, ale czas ruszać dalej, kierunek – Brynek.



W Brynku również stoi XIX-wieczny pałac, jednak jest zdecydowanie mniej okazały, a park, który go otacza trudno już nazwać parkiem. Szkoda, że nikt nie dba o to miejsce tak jak o Pławniowice... Pałac w Brynku byłyby na pewno najmniej ciekawym punktem dzisiejszego dnia, gdyby nie nasze przypadkowe odkrycie... Tuż obok parku otaczającego pałac znajdujemy ogród botaniczny. Ogród jest niewielki i niestety również mocno zaniedbany, zarośnięty chwastami, ale jednocześnie pełen uroku. Taki trochę zaczarowany ogród...


Jest tu niewielkie jeziorko, na środku mała wysepka z drewnianą altanką – całość tworzy niezwykle romantyczny obrazek. Spędzamy tu trochę czasu, na koniec wracamy w okolice pałacu, robimy parę zdjęć i ruszamy w drogę powrotną do domu.
Wycieczka była niezwykle udana i każde z miejsc bardzo ciekawe. Na pewno pałac w Pławniowicach był dzisiaj najpiękniejszy, ale tak naprawdę trudno mi jednoznacznie powiedzieć, w którym z tych miejsc podobało mi się najbardziej.
Nasza mała podróżniczka zdała egzamin z podróżowania na piątkę z plusem. Była bardzo grzeczna i bez problemów mogliśmy odkrywać te wszystkie miejsca.
Więcej zdjęć jak zwykle znajdziecie w moim albumie na picasie, zapraszam :)

1 komentarz:

  1. Nasze dziewczyny były nieco starsze ( odpowiednio 4 i 2 miesiące ), ale równie ciepło wspominam te pierwsze wyprawy. A teraz....starsza już się buntuje, młodsza pewnie niedługo zacznie.....Nie ma to jak podróż z niemowlakiem.

    OdpowiedzUsuń