Spotkanie z historią w kameralnym Ninie i gwarnym Zadarze.

Dzisiaj kolejny dzień podzielony na pół: pierwszą połowę dnia spędzamy na "naszej plaży" w Pakostane, później obiad i koło 16:00 pakujemy się do samochodu i ruszamy. Znowu na północ, jednak tym razem nie autostradą.  W planach na dzisiaj mamy Zadar.
Odkąd zobaczyłam zdjęcia zadarskiego nabrzeża wieczorem wiedziałam, że będziemy musieli tak zaplanować pobyt w tym mieście, żeby być tam po zachodzie słońca. Dlatego najpierw mijamy Zadar i jedziemy dalej, do Ninu






Nin to maleńkie, urocze miasteczko. Niegdyś było głównym ośrodkiem chorwackich królów i biskupów, ale zostało niemal zupełnie zniszczone w 1570r. przez Wenecjan.
Stare miasto położone na wyspie, zostawiamy samochód na parkingu i idziemy w stronę mostu. Przechodzimy przez most, mijamy bramę i od samego początku miasteczko urzeka nas leniwą, troszkę senną atmosferą. Nie ma tu tłumu turystów, tłoku, zamieszania. Za to jest, co oglądać. Najpierw kościół św. Anzelma z dzwonnicą, niestety wejście na wieżę jest zamknięte. Wielka szkoda, na pewno miasteczko bardzo ciekawie wyglądałoby z wieży...


Idąc kawałek dalej znajdujemy kościół św. Krzyża, ponoć najmniejsza katedra świata. Jest to najważniejsza starochorwacka świątynia, jej powstanie datuje się na 800 rok. Nazwano go katedrą, ponieważ przypuszcza się, że przy nim istniała siedziba biskupstwa. Niedaleko kościoła stoi posąg biskupa Grgura Ninskiego. Można wejść do środka kościółka jednak nie ma tam nic więcej poza gniazdem jaskółek ;)
Kontynuujemy spacer po miasteczku i napotykamy się na pozostałości starożytnych Rzymian. Pozostałości kolumn, fragmenty ozdobnych fasad - przypominają teraz niepotrzebną kupę kamieni...
Na koniec wizyty w Ninie siadamy w uroczej kawiarence, jak zwykle lody i kawa smakują wybornie :)



Wracamy do samochodu i kierujemy się z powrotem do Zadaru. Jednak zatrzymujemy się już wcześniej, kilometr czy dwa za Ninem, tuż przy drodze stoi uroczy kościółek św. Mikołaja. Pochodząca z IX w. romańska świątynia i rosnąca obok pinia tworzą uroczy obrazek. W miejscu, gdzie wznosiła się kopuła, zbudowano później ośmiokątną wieżę, a kościół służył do obserwacji. Niestety kościółek jest zamknięty.
Jedziemy do Zadaru, jest to najludniejszy ośrodek w północnej części dalmatyńskiego regionu a niegdyś największe miasto w całej Dalmacji. Parkujemy samochód na Liburnska Obala i zwiedzanie Starego Miasta zaczynamy od Palcu Pięciu Studni (Trg Petra Zornica). Następnie przechodzimy przez Bramę Lądową i kierujemy się na Narodni Trg, jednak główny plac Zadaru zupełnie nam się nie podoba. Jakiś taki ciasny i zatłoczony jest. Opuszczamy go, więc szybko i ulicą Siroka dochodzimy do dzwonnicy katedry św. Anastazji (katedra jest od drugiej strony). I jak do tej pory Zadar nas nie zachwyca, wprost przeciwnie, średnio nam się tu podoba :( Na szczęście najlepsze dopiero przed nami.
Stojąc u stóp dzwonnicy widzimy schody i drzwi, więc już wiemy, że musimy wejść na górę. To jest jeden z naszych ulubionych elementów oglądania danego miasta (niestety nie zawsze możliwy) - widok z góry. Wchodzimy więc na szczyt wieży, z góry Zadar znacznie bardziej nam się podoba, szczególnie oświetlony promieniami zachodzącego słońca. A ponoć Alfred Hitchcock podczas swego pobytu w Zadarze powiedział, że zachód słońca jest tu piękniejszy niż w Kalifornii. Podziwiamy więc zachód słońca, po czym schodzimy.



Zatrzymujemy się na położonym tuż obok dzwonnicy starożytnym forum. Z rzymskich budowli pozostało niewiele prócz kilku kolumn. Przysiadam na chwilę pod jedną z nich, mam stąd doskonały widok na IX-wieczny kościół św. Donata. Okrągły kościół wraz z dzwonnicą katedry św. Anastazji tworzą chyba najbardziej charakterystyczny obrazek z Zadaru.
Idziemy dalej, mijamy katedrę św. Anastazji i kierujemy się w stronę nabrzeża. Po drodze kupujemy pizze na kawałki, w ramach kolacji.
Miedzy czasie zrobiło się ciemno i dobrze, bo docieramy do nabrzeża (Istarska Obala), to z tego powodu chcieliśmy być w Zadarze po zmroku :) Jest tu szklana płyta podświetlana różnymi, zmieniającymi się kolorami. Chłopcy szaleją, biegają wkoło roześmiani :)) zdecydowanie im się tu podoba. Ale to nie jedyna, współczesna atrakcja znajdująca się na tym nabrzeżu.


Tuż obok znajdują się Organy Morskie. Przysiadamy chwilę na prowadzących do morza stopniach i z zachwytem słuchamy gry morza :) Stworzone ręką ludzką organy wytwarzają dźwięk poprzez ruch wody. 35 rur wytwarza miłe, ciepłe dźwięki przy każdym uderzeniu fal o brzeg. Coś fantastycznego, z chęcią zostałabym tu dużej, niestety nasze dzieci szybko się nudzą (choć nawet Mikołajek siedział dłuższą chwilę zasłuchany i opowiadał później o Morskich Organach jako o jednej z fajniejszych rzeczy podczas tej części wakacji).
Zrobiło się późno i musimy wracać do samochodu. 
Muszę przyznać, że starożytne zabytki i średniowieczne świątynie przegrały z współczesnymi atrakcjami ;) Ogólnie Zadar podobał mi się dużo mniej niż Szybenik, nie odnalazłam tu takiego klimatu... Oczywiście, będąc w okolicy, trzeba zobaczyć to miasto, ale najlepiej wieczorem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz