Urodzinowy Beskid Żywiecki - z Lipowskiej przez Rysiankę na Krawców Wierch.

Zaniedbałam ostatnio bloga i mam trochę wakacyjnych zaległości. Zacznę od tej najstarszej czyli ostatniego majowego weekendu. Był to wyjazd szczególny, ponieważ był niespodzianką dla Łukasza, który pod koniec maja obchodził okrągłe urodziny. Niespodziankę prawie do końca udało mi się utrzymać w tajemnicy, mąż dowiedział się o wyjeździe późnym popołudniem dzień wcześniej, kiedy już spakowane plecaki leżały schowane u syna w pokoju ;)
Wyjazd był dwudniowy i przewidywał nocleg w schronisku i z tym był pewien problem, ponieważ kiedy ponad miesiąc wcześniej chciałam zarezerwować dla nas pokój - 4os., w trzech kolejnych schroniskach słyszałam, że nie ma wolnych pokoi... W końcu udało m się zarezerwować pokój w schronisku na Hali Lipowskiej :)




Ruszamy w piątek, 27.05 rano i koło południa jesteśmy w Zlatnej, skąd ruszamy niebieskim szlakiem na Halę Lipowską. Dlaczego wybraliśmy akurat ten szlak? Wybór był prosty, po pierwsze jeszcze nim nie szliśmy, po drugie do Zlatnej mogliśmy wrócić z Krawców Wierchu, na który mieliśmy iść jutro.
Wędrujemy w czwórkę, nie ma z nami starszego syna. który w tym czasie po raz pierwszy jako harcerz bierze udział w Rajdzie Kozielewskiego, na Jurze.



Na mapie wydaję się, że szlak prowadzi głównie lasem ale w rzeczywistość lasu był kiedyś, teraz można podziwiać widoki, co bardzo nam odpowiada.
Przez większość drogi szlak prowadzi dość łagodnie, dopiero pod sam koniec staje się bardziej stromy i wymagający. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyboru szlaku, prowadzi przyjemną ścieżką, jest bardzo przyjemny pod względem widokowym i jest niemal całkiem pusty.
Według mapy do schroniska powinniśmy dojść w 3,5 godziny, my na górze jesteśmy po 4 godzinach ale zrobiliśmy sobie jeden dłuższy postój, więc czas marszu się zgadza.










Po dotarciu do schroniska rozpakowujemy się w pokoju, jemy obiad i idziemy na naszą ulubioną Halę Rysianki. Tam będzie czas na posiedzenie na polanie, podziwianie widoków, kawę, muffiny czekoladowe i dmuchanie świeczki.










Niestety na niebie pojawiają się coraz ciemniejsze chmury, czas wracać na Lipowską, na szczęście idzie się jedynie 10-15min. i udaje nam się zdążyć przed burzą. Nawet siadamy na chwilę przy stole przed schroniskiem, ale po chwili zaczyna padać i wieczór spędzamy w schronisku.





Następnego dnia opuszczamy schronisko ok. 9 rano i ruszamy najpierw na Rysiankę, stamtąd schodzimy czarnym szlakiem w stronę Złatnej, gdzie po jakimś czasie (po ok. godzinie) odchodzi na lewo szlak prowadzący do Przełęczy Bory Orawskie (szlak jest dość nowy nie mam go na mapie i niestety nie pamiętam jakiego jest koloru...). Na przełęczy Bory Orawskie chwilę odpoczywamy, podejście od czarnego szlaku było bardzo strome i ruszamy żółtym szlakiem na Krawców Wierch. Z Rysianki można na Krawców Wierch iść czerwonym szlakiem na Trzy Kopce i stamtąd dalej żółtym, jednak my wybieramy krótszą drogę.











Na dzisiejszych szlakach (poza czarnym prowadzącym ze Złatnej na Rysiankę) też praktycznie nikogo nie spotykamy i wędrujemy głównie sami. Jednak dzisiaj idziemy głównie lasem i widoków nie ma zbyt dużo. Kawałek przed Krawców Wierchem las jest wycięty i można podziwiać widoki, tam robimy sobie przerwę na kawę.





Na Krawców Wierch docieramy po ok. 4,5 godzinie wędrówki. Jeszcze tu nie byliśmy i polana na której znajduje się bacówka, bardzo nam się podoba. Żałuję, że nie udało mi się zarezerwować tutaj noclegu, niestety bacówka jest nieduża i niełatwo o wolny pokój w wiosenny weekend.




Hani szczególnie podoba się drewniana figura Jezusa, która stoi trochę powyżej schroniska ;)



Schronisko jest bardzo przytulne, jednak wolimy w tak piękny dzień siedzieć na zewnątrz i podziwiać widoki. Jest tak przyjemnie, że zupełnie nie chce mi się wracać. Niestety, czas biegnie nieubłaganie i dodatkowo znowu napływają ciemne chmury, a do samochodu mamy ponad godzinę schodzenia, więc w końcu ruszmy niebieskim szlakiem do Złatnej.







Szlak na początku prowadzi dość stromo, później wychodzi na asfaltową drogę i nią dochodzimy do Złatnej. Po drodze spotykamy salamandrę :)



To był bardzo udany weekend, odwiedziliśmy Rysiankę, którą tak lubimy, poznaliśmy Krawców Wierch, gdzie na pewno wrócimy i wędrowaliśmy bardzo przyjemnymi i niezwykle pustymi szlakami, szczególnie, ze był to długi weekend (w czwartek przed naszym wyjazdem było Boże Ciało).

2 komentarze:

  1. Wspaniała wycieczka i piękne zdjęcia.
    A dzieciaczki absolutnie nie wyglądają na zmęczone:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja lubię prezenty-niespodzianki :) A takie wyjazdowe to już w ogóle. A Wasze zdjęcia z górskich wypraw to już w ogóle!

    OdpowiedzUsuń