Pilsko, Krzyżowa, Żywiec, czyli jesienny Beskid Żywiecki.

Przyszła piękna, kolorowa i słoneczna jesień. Pogoda sprzyja górskim wędrówką, więc dwa ostatnie weekendy spędziliśmy w górach. Przed nami kolejny piękny, jesienny weekend. Dlatego przerwę na chwilę moje wakacyjne, sudeckie wspomnienia i zaproszę Was w Beskidy. Może ktoś, zachęcony moim wpisem, wybierze się na Pilsko jeszcze tej jesieni...?






12. października jest dniem szczególnym w naszej rodzinie, tego dnia nasz najstarszy Podróżnik obchodzi urodziny, w tym roku były 10. Kilka miesięcy temu syn powiedział, że jego marzeniem jest spędzić urodziny w górach :) Postanowiliśmy, więc spędzić marzenie syna. A że w tym roku 12. października wypadł w sobotę, zaplanowaliśmy w tym terminie dwudniowy wypad w Beskidy. Wybór padł na Beskid Żywiecki, który odkrywamy od niedawna, ale który bardzo się nam spodobał i chętnie tu wracamy.

Postanowiliśmy wejść na Pilsko, drugi co do wysokości szczyt w Beskidzie Żywieckim. Z domu wyjeżdżamy wcześnie rano, do Korbielowa mamy kawałek, a jesienią dni są znacznie krótsze, więc czasu na wędrówkę też jest mniej. Wybraliśmy szlak prowadzący z przełęczy Glinne, położonej na polsko-słowackiej granicy. Jest tu parking (płatny 5zł. za dzień), kantor, budka z pamiątkami. Dojeżdżają tu też busiki z Korbielowa. Żałuję, że nie wiedzieliśmy o tym wcześniej, wtedy zostawilibyśmy samochód w Korbielowie, dojechali na przełęcz busikiem, a z Pilska zeszlibyśmy do Korbielowa...

Z Przełęczy Glinne na Pilsko prowadzi szlak niebieski, na początku razem z nim jest też szlak czerwony, który po jakimś czasie odbija w prawo i prowadzi na Halę Miziową. Nim planujemy wrócić.
Na początku szlak prowadzi dość łagodnie, dookoła jest las liściasty, możemy więc podziwiać piękne, jesienne kolory. Później ścieżka jest coraz bardziej stroma, a liściaste drzewa dookoła zaczynają ustępować miejsce świerkom. Bardzo nam się ten szlak podoba, do tego nie ma tu zbyt dużej ilości turystów a im wyżej wchodzimy, tym możemy podziwiać coraz piękniejsze widoki, przede wszystkim na Babią Górę.



Świerki ustępują miejsca kosodrzewinie a ścieżka jest jeszcze bardziej stroma, muszę przyznać, że trzeba się trochę zmęczyć, na szczęście do szczytu jest już niedaleko. Według mapy wejście na Pilsko z Przełęczy Glinne powinno nam zająć 130min, my idziemy trochę dłużej, ale część drogi Hania idzie na własnych nóżkach.



Polski wierzchołek Pilska jest trochę niższy od tego położonego po słowackiej stronie, idziemy więc na ten wyższy. Przejście wąską ścieżką w kosodrzewinie nie zajmuje więcej niż 10min. 
Teraz jesteśmy na "właściwym" szczycie Pilska, 1557m. n.p.m. Roztacza się stąd piękny widok na południową stronę, podobno. Dzisiaj niestety na niebie jest coraz więcej chmur, do tego południowa strona jest mocno zamglona i niewiele widać...

Widać za to Babią Górę.

Oraz Rysiankę, na której byliśmy w wakacje:

Wtedy z Rysianki oglądaliśmy Pilsko :)
Wracamy na polską stronę i kierujemy się w stronę Hali Miziowej.




Wybieramy szlak czarny, z Pilska na Halę Miziową można dojść też żółtym szlakiem.
Słyszeliśmy, czytaliśmy o nowym schronisku na Hali Miziowej, zazwyczaj były to dość krytyczne opinie. Z zewnątrz schronisko, jak na takiego wielkoluda, nie prezentuje się tak źle. W środku jest duuużo gorzej. Nie rozumiemy dlaczego nie postarano się choć trochę ocieplić wnętrza, dodać mu choć trochę górskiego charakteru...?

Siadamy na ławce trochę oddalonej od schroniska. Chłopaki idą do baru i kupują dla wszystkich szarlotki. Jedna zostaje "przyozdobiona" jedną świeczką, dziesięć raczej by się nie zmieściło. Śpiewamy "Sto lat!" a zaskoczony solenizant zdmuchuje świeczkę. :) 



Z Pilska na Przełęcz Glinne wracamy czerwonym szlakiem, wędrówka zajmuje nam ok. 1,5 godz. Szlak jest bardzo przyjemny i niemal zupełnie pusty, na końcu łączy się z niebieskim szlakiem, którym szliśmy na Pilsko.


Jesteśmy bardzo zadowoleni z wycieczki, szlak, który wybraliśmy okazał się być taki jak lubi, sympatyczna ścieżka (nie szeroka, rozjechana droga), niezbyt popularna. Na Pilsku i Hali Miziowej było już dość tłoczno, domyślamy się więc, że szlaki prowadzące z Korbielowa są dużo bardziej popularne.

Planujemy spędzić w Beskidzie Żywieckim cały weekend, jedziemy więc do położonej między Korbielowem a Jeleśnią Krzyżowej. Kilka dni przed wyjazdem zarezerwowaliśmy pokój w Gościńcu Nad Potokiem. Dom, położony trochę z boku, nad potokiem mogę z czystym sumieniem polecić jako bazę noclegową.


Bardzo sympatyczna, domowa atmosfera, czyste, przestronne pokoje oraz salon z kominkiem, z którego chętnie korzystamy. A przede wszystkim niezwykle mili gospodarze, którzy, choć zaledwie kilka lat temu przeprowadzili się w Beskidy ze Szczecina, opowiadają nam o wielu ciekawych miejscach, które możemy zobaczyć w okolicy.

Korzystając z rady gospodarza, następnego dnia rano idziemy na spacer do położonych powyżej wsi bunkrów. Poranek jest piękny. Bezchmurne niebo, bardzo ciepło jak na połowę października i piękne, jesienne kolory...



Fortyfikacje w Krzyżowej miały stanowić główny punkt oporu na terenie obecnej gminy Jeleśnia. To tędy właśnie, wzdłuż koryta Krzyżówki biegnie jedna z dróg w stronę dawnej Czechosłowacji. Po jej zajęciu w 1939 możliwe stało się wyprowadzenie niemieckiego ataku z przełęczy Glinne przez Korbielów w kierunku Jeleśni, gdzie znajdował się węzeł kolejowy umożliwiający szybki transport na Śląsk i do Krakowa.

Do bunkrów prowadzi ulica Strażacka, nie mamy problemów, żeby je odnaleźć. Chłopaki (i Hanka też), zaopatrzeni w latarkę, oglądają bunkry w środku. Ja podziwiam widoki na okolicę. Pięknie tu!









Wracamy do pokoju, pakujemy się, żegnamy z gospodarzami i ruszamy w drogę. Chcemy zobaczyć wodospad w Sopotni. Za radą gospodarzy jedziemy tam boczną drogą, w Krzyżowej skręcamy w uliczkę Do Dublina. Droga jest bardzo malownicza, znajdujemy tu niezwykle malownicze miejsce, z którego możemy podziwiać widok i na Pilsko i na Babią Górę. Zostawiamy samochód przy drodze i podchodzimy kawałek powyżej drogi. Czas na kawę i małe conieco ;) Oczywiście jesteśmy przygotowani, mamy zaparzacz do kawy i kartusz :) Bardzo nam się tutaj podoba.



Czas ruszać w dalsza drogę. Docieramy do Sopotni Wielkiej, tuż przy drodze, przy moście, znajduje się wodospad. Niezbyt duży ale bardzo urokliwy.



Z Sopotni kierujemy się do Żywca, jednak nie jedziemy najbliższą drogą. Za Jeleśnia skręcamy w prawo kierujące się na Rychwałd. Chwila przerwy w podróży, chcemy spędzić chwilę w Sanktuarium Maryjnym w Rychwałdzie.



Żywiec jest ostatnim punktem przed powrotem do domu. Zostawiamy samochód przy mało ciekawym rynku i kierujemy się w stronę Zamku, mijając po drodze Kościół Katedralny Narodzenia NMP.


Stary Zamek w Żywcu swymi początkami sięga połowy XIV w., wzniesiony z kamienia łamanego, potynkowany. Od pn. - wsch. łączy się z nim czworoboczna wieża zwieńczona pseudogotyckimi krenelażami. 
Początki jego powstania okryte są tajemnicą. Pierwszymi, potwierdzonymi w dokumentach właścicielami miasta i zamku, byli Komorowscy herbu Korczak, którzy dzięki swym kontaktom i podróżom włączyli zamek żywiecki w nurt renesansowej sztuki europejskiej. Z ich to inicjatywy - w ramach przebudowy zamku gotyckiego w renesansowy - powstał piękny arkadowy dziedziniec zachowany w swym pierwotnym układzie do dnia dzisiejszego.





Z zamku kierujemy się w stronę parku, mijając po drodze tzw. Nowy Zamek, czyli klasycystyczny w stylu pałac, wybudowany przez Habsburgów. Spacerujemy po parku, zbieramy jesienne liście, spędzamy dłuższą chwilę na placu zabaw. Czas jednak biegnie nie ubłagalnie i trzeba wracać do samochodu.


To był niezwykle udany weekend. Syn jest bardzo zadowolony z urodzin spędzonych w górach i już planuje tak samo spędzić następne. Może tym razem na Babiej Górze...?

12 komentarzy:

  1. Pięnie się z Wami wędruje. :) Najlepsze życzenia dla młodego wędrowca!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sto lat wędrowania dla młodego piechura :) Mamy coś wspólnego, bo ja też już dwa razy spędzałam urodziny na szlaku :) Bardzo przyjemnie było zobaczyć trasę, na której znam już chyba każdy kamień, cudzymi oczami i poczytać o wrażeniach. Pozdrawiam całą rodzinkę wędrowców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu młodego piechura :)

      Usuń
  3. Takie wędrówki z lat dzieciństwa najlepiej wspominam. Złaziłem wtedy cały Beskid wyspowy, Gorce i okolice Pienin. Od Pilska zdecydowanie wolę Babią Górę, może ze względu na lepszą ekspozycję szczytu. Na Hali Miziowej i Pilsku byliśmy z żoną późną jesienią w tamtym roku. Nie udało nam się wtedy zahaczyć o Rysiankę. Wszyscy znajomi z żywca potwierdzają że to najlepsze schronisko w Beskidzie Żywieckim. Chciałbym to sprawdzić...może na wiosnę.

    pozdrawiamy ciepło
    A. i M.
    szeptyszczescia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Babiej byłam w czasach licealnych i jakoś średnio wspominam... ale pogoda była wtedy kiepska, do tego jako nastolatka mniej chętnie chodziłam po górach... ;) Rodzinnie też się pewnie w końcu wybierzemy.
      Rysianka podobała nam się bardzo i mam nadzieję, że jeszcze tam wrócimy i tym razem zostaniemy na noc.
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń
  4. Znajome widoki, piękna pogoda i wszystkiego najlepszego dla syna :)

    Dziękuję za komentarz dotyczący Biogradu - prawdą jest, że najpiękniejsze są dla nas te miejsca, z których mamy najmilsze wspomnienia, dlatego nasze uczucia dla tego miasteczka mogą się różnić. Na przykład ja źle wspominam Pilsko, bo jakieś 10 lat temu właśnie tam rozstałam się z pierwszym chłopakiem :) !

    Pozdrawiam i życzę jeszcze częstszych wypadów w Beskid Żywiecki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie częściowo masz rację. Z drugiej strony, my wcześniej w Chorwacji widzieliśmy wiele dużo piękniejszych miejsc niż Biograd i poprostu na ich tle wypadł blado...
      Pozdrawiam
      Asia.

      Usuń
  5. Fajny blog :) A jesienna górska wycieczka po Beskidzie super :) Rychwałd to moje ulubione miejsce odpoczynku, jest tam wiele super ścieżek przez malownicze pola i lasy z pięknymi widokami :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      I również pozdrawiam
      Asia.

      Usuń
  6. No przepiękne widoki. I pogoda dopisała. Taka pogoda w górach to błogosławieństwo. Super.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń