Morze ludzi i plaża śmieci... czyli lato nad Bałtykiem.

Pożegnaliśmy przepiękną Krainę Tysiąca Jezior i 6. sierpnia ruszyliśmy na północny-zachód, kierunek morze! Nie planowaliśmy wakacji nad Bałtykiem ale będąc tak blisko musimy wpaść na plażę choć na chwilkę... Taka dwudniowa przerwa między jeziorami. Wybieramy Stegnę, ponieważ w drodze z Mazur na Kaszuby, tu mamy najbliżej.
W Stegnie byliśmy sześć lat temu na wakacjach, z niespełna dwuletnim wówczas Mikołajkiem. Mieszkaliśmy wtedy na Campingu 159, byliśmy bardzo zadowoleni, dlatego teraz wybraliśmy to samo miejsce. Zapamiętaliśmy Stegne jako spokojną, małą mieścinkę, bez nadmorskiego zamieszania oraz straganów z kolorową tandetą. Mocno nas zaskoczyła obecna Stegna. Dawno nie byliśmy nad Bałtykiem w sezonie, ostatnio jeździliśmy nad morze przed sezonem i to, co dzieje się tu w środku lata, trochę nas zszokowało. Ale po kolei...




Dotarliśmy na kemping koło 15:00. Łukasz zajął się rozkładaniem naszego domku a ja, żeby mu nie przeszkadzać, zabrałam dzieciaki i poszliśmy na plażę. Z kempingu na plażę jest około pół kilometra. Może nie był to zbyt dobry pomysł, bo od zachodu płynęły ciemne, groźne chmury ale poszliśmy. Bardzo chciałam znaleźć się na plaży, dzieciaki zresztą też.
Szliśmy główną ulicą miasteczka w stronę głównego wyjścia na plażę a z przeciwka szedł tłum ludzi schodzących z plaży. Pewnie te czarne chmury straszące deszczem wygoniły wszystkich w tym samym momencie. Nie widziałam nikogo, kto szedłby w kieunku morza, pewnie ciekawie wyglądałam wędrując z trójką dzieci pod prąd ;) Trochę mi się odechciało tej plaży ale skoro już wyruszylismy to nie będziemy zawracać. Cieszyłam się, że Ł. nie ma z nami, bo on niecierpi takich tłumów...

Wreszcie doszliśmy do plaży. Główne zejście w Stegnie na plaże to wysokie, szerokie schody... stanęliśmy na szczycie schodów, popatrzyliśmy na pustą plażę i pomyślałam sobie: "Po co my tu przyjechaliśmy?". Przed nami była pusta, zaśmiecona plaża. Masa śmieci walająca się po piasku. Ludzi nie było, ale po ilości śmieci można było wywnioskować ile było ich tu niedawno... wszystkich mijaliśmy po drodze. Wyjęłam Hankę z wózka, wózek zostawiliśmy z boku (oczywiście coś takiego jak podjazd dla wózków jest tutaj nieznane a schody były wysokie...) i zeszliśmy na plaże. Chyba nigdy nie widziałam tak brudnej a przez to brzydkiej plaży. Chłopcy chwilę pobiegali, Hanka zapoznała się z wielką piaskownicą i lunęło... Uciekliśmy więc na górę i schroniliśmy się koło budki z pamiątkami, gdzie był mały daszek. Tam też czekał na nas wózek.
Lało tylko chwilkę ale nie miałam już ochoty na spędzanie czasu na tej "plaży śmieci", wróciliśmy więc na kemping. Nasz domek już stał, zrobiłam szybki obiad i postanowiliśmy zrobić dugie podejście do plaży.
Poszliśmy już w piątkę. Tym razem odeszliśmy kawałek na prawo od głównego wejścia. Nie za daleko, bo wybraliśmy się znowu z wózkiem (na wakacje zabraliśmy parasolkę z małymi kółeczkami, który fatalnie prowadzi się po piachu), jakoś nie pomyśleliśmy, żeby wziąść na plażę nosidło dla Hanki.
Niestety tutaj plaża nie była wiele lepsza i też masa śmieci. Przy wjeściu, którym weszliśy na plaże, stało kilka dużych koszy na śmieci. Obok wydmy ogrodzone metalową, wysoką siatką. Za siatką, na wydmach stary leżak, zepsute dmuchane zabawki do wody, pudełka po pizzy i wiele innych śmieci. Co z tego, że kosze stoją tuż obok...? Tego popołudnia nasz Bałtyk zrobił na mnie fatalne wrażenie. Zawsze uwielbiałam nasze morze, nasze piękne plaże a tu było brzydko i brudno... Zaczęłam bardzo żałować, że tu przyjechaliśmy, zamiast zostać na Mazurach te dwa dni dłużej. Tymbardziej, że tam miało być dzisiaj jeszcze ciepło i pogodnie a u nas właśnie zaczynało znowu padać.

Jednak ten dzień mimo wszystko zakończył się miło. Kiedy Hania zasnęła, a Łukasz czytał chłopcom, wyszłam z namiotu i zobaczyłam niesamowicie czerwone niebo. Wyglądało przepięknie. Wzięłam więc aparat i poszłam na plaże, by podziwiać piękny zachód słońca. Miałam nadzieję, że taki cudny zachód słońca wróży ładny dzień...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz