Zielony las, mokre jezioro i zatłoczona rzeka czyli w samym sercu Puszczy Piskiej.

Kolejny piękny poranek, budzą na promienie słońca, którego nie zasłaniają nawet najmniejsze chmurki. Dzień zaczynamy śniadaniem "pod chmurką", uwielbiam posiłki na świeżym powietrzu :) Potem krótki relaks na plaży nad jeziorem i ruszamy na kolejną wycieczkę.

Dzisiaj znowu jedziemy na południe. Tym razem celem jest Krutyń, mała wioska położona w samym centrum Puszczy Piskiej. Krutyń jest znana przede wszystkim z powodu przepływającej przez wieś rzeki Krutyni. Rzeki uchodzącej za najpiękniejszą na Mazurach, na pewno najbardziej popularną i mocno zatłoczoną w sezonie. My, choć lubimy spływy kajakowe, to nie przyjeżdżamy tu z powodu rzeki. My do Krutynia przyjechaliśmy zupełnie z innego powodu, przyciągnął nas tu rezerwat "Zakręt".





Zostawiamy samochód na płatnym parkingu i idziemy pod Muzeum Przyrodnicze, mieszczące się w zabytkowej, mazurskiej stodole. Stąd ruszamy żółtym szlakiem, docieramy nad rzekę ale ponieważ nie widać tu nigdzie mostu, po którym mieliśmy przejść na drugi brzeg rzeki, wracamy z powrotem pod muzeum. Okazuje się, że poszliśmy w złą stronę... Tym razem idziemy dobrze i po chwili jesteśmy już na moście. Stojąc na nim przekonujemy się, że faktycznie Krutynia jest bardzo popularna, niesamowity tutaj tłok. Wiemy na pewno, że nawet jeśli skusimy się kiedyś na spływ Krutynią to nie będzie to w wakacje. Co jak co ale tłok na rzece jest niewskazany... Obserwujemy też tzw. pychówki, o których czytałam w przewodniku. Kilkuosobowe łodzie, które przewoźnik prowadzi odpychając się od dna długim drągiem. Taka miejscowa atrakcja :) Z mostu widać też, jaka rzeka jest czysta, doskonale widać dno i porastające je wodorosty. No ale nie przyjechaliśmy tutaj żeby stać na moście, idziemy dalej żółtym szlakiem, tym razem na pewno w dobrym kierunku ;)



Idziemy dalej szlakiem, najpierw chwilę przez pola, po prawej mijamy uroczą leśniczówkę, następnie droga wchodzi do lasu. Kilkaset metrów dalej, po lewej stronie drogi stoi "Dąb Krutyński", pomnikowy dąb szypułkowy liczący ok. 370 lat. Za dębem skręcamy w lewo, w ścieżkę przyrodniczą "Rezewat Zakret", idziemy ścieżką "pod prąd". Tutaj wchodzimy na teren rezerwatu. Na jego terenie znajdują się jeziorka dystroficzne. Jeziorka te, wypełniają kilkumetrowe zagłębienia o nieprzepuszczalnym gruncie i zasilane są jedynie wodą opadową; otaczają je wzniesienia morenowe. Można tu prześledzić zarastanie wolnej powierzchni wodnej jeziora przez rośliny torfowiskowe. Jeziora zarastają od obrzeży ku centrum. Następuje to w wyniku nasuwania się na powierzchnię wodną kożucha mszystego, złożonego głównie z mchów torfowców i roślin kwiatowych. Fragmenty kożucha ulegają niekiedy oderwaniu pod wpływem mrozów i wiatrów, poczym przesuwane są po powierzchni wody jako pływające wyspy.




Zanim jednak docieramy do pierwszego z jeziorek, mijamy kolejny pomnik przyrody: "Mazurski Dąb Bartny". Na terenie rezerwatu, przez bagienne odcinki, ścieżkę poprowadzono drewnianymi chodnikami.
Rezerwat mocno mnie zaskakuje. Wiedziałam, że będzie tu bagienny, podmokły teren i spodziewałam się, że będzie ciemno i ponuro. A jest bardzo jasno i zielono. Zieleń ma tutaj jakiś niesamowity kolor. Na końcu docieramy nad największe z jeziorek, jest tu nad wodą drewniany pomost i ławeczka. Uroczo.


Ścieżka doprowadza nas z powortem do drogi którą szliśmy, drogi oznaczonej żółtym szlakiem, skręcamy w lewo i idziemy dalej. Przed nami kolejny pomnik przyrody, niezwykle oryginalny: "Zakochana Para". Dąb obłapia starszą od siebie sosnę.




Idziemy drogą jeszcze ponad kilometr i docieramy do celu naszej wycieczki, do brzegu jeziora Mokrego. W sumie od Krutynia przeszliśmy ok. 4 km, droga powrotna będzie krótsza ponieważ będziemy szli cały czas żółtym szlakiem, nie skręcając do rezerwatu.

No ale jeszcze nie wracamy, teraz nadszedł czas na mały relaks nad jeziorem Mokrym :) W przewodniku przeczytałam, że miejsce, do którego doszliśmy nazywa się "Plażą Krutyńską", spodziewałam się więc w miarę lagodnego, piaszczystego zejścia do wody... Niestety. Jest tu wprawdzie miejsce do kąpieli ale wejść do wody można jedynie z drewnianego pomostu. Dla chłopaków bardzo fajne, niestety dla Hani już trochę mniej. Jest tu też spora polanka i miejsce biwakowe. Miejsce bardzo sympatyczne i gdyby jeszcze był kawałek piasku nad wodą dla najmniejszej, byłoby idealnie. Spędzamy tu troche czasu, kąpiemy się i wygrzewamy w słonku. Jest cudnie :)


Do Krutynia, jak już pisałam, wracamy krótszą drogą. We wsi idziemy jeszcze na niewielki jarmark tuż obok Muzeum Przyrodniczego. Można kupić tu miod, grzyby, piękne, haftowane serwetki, jak również sporo bardziej lub mniej oryginalnych pamiątek z regionu. My nie możemy się oprzeć pięknemu, drewnianemu bocianowi, w końcy bociany są zdecydowanie symbolem Mazur. Po przyjeździe do domu, bocian zajął miejsce na naszym tarasie i przypomina o naszych pięknych wakacjach.
Przed odjazdem idziemy jeszcze coś zjeść, wyjątkowo dzisiaj dajemy się skusić na fast foody, w tutejszym wydaniu nawet takie "śmieciowe" jedzenie jest całkiem dobre. Na deser jeszcze lody, chwila zabawy na placu zabaw i jedziemy dalej.


Na dzisiaj mamy jeszcze w planie chwilę nad jeziorem Śniardwy. Mikołaj od początku naszego pobytu na Mazurach dopytuje, kiedy pojedziemy nad to największe jezioro w Polsce. Ponieważ jutro będzie ostatni dzień naszych mazurskich wakacji i planujemy spędzić go w zupełnie innej części regionu a dzisiaj jesteśmy w miarę blisko, ruszamy więc w stronę Popielna. Maleńką wioskę położoną nad jeziorem Śniardwy oddziela od reszty świata Puszcza Piska. Główną atrakcją tego miejsca są krępe, beżowe koniki o ciemnych grzywach i ogonach. Hodowane przez tutejszą stację badawczą Polskiej Akademii Nauk zwierzęta są potomkami tarpanów, dzikich koni, które wyginęły przed dwustu laty.
Do Popielna jedzie się bardzo długo, mamy wrażenie, że jedziemy na koniec świata. Jest to malutka wioska, kilka domów, mała przystań, sklep, bar i pole namiotowe. Niestety brzegi jeziora są mocno porośnięte trzcinami, przez co widok na jezioro jest średni, niezbyt dobrze trafiliśmy. Za to w barze dostajemy pyszną kawę, dodatkow bardzo ładnie podaną. Kawa była nam bardzo potrzebna, zastanawiamy się skąd nasze dzieci czerpią siły i skąd mają tyle energii? Jest juz dość późno, więc koniki oglądamy jedynie przez szybę samochodu i ruszamy na nasz kemping.

Dzisiejsza wycieczka była zdecydowanie najdłuższa i najbardziej męcząca. Jednak warto było pospacerować po Puszczy Piskiej. Wieś Krutyń bardzo mi się podobała, miała taki fajny wakacyjny charakter, dodatkowo było tam dużo tradycyjnych, drewnianych domów mazurskich. Natomiast "Rezerwat Zakręt" mocno mnie zaskoczył, oczywiście bardzo pozytywnie. Ta intensywan zieleń, ta cisza i spokój... Jak będziecie w okolicy, koniecznie wybierzcie się na spacer!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz