Jezioro milionerów czyli wycieczka do Lozanny i zamku Chillion

Przedostatni dzień naszego pobytu w Szwajcarii postanowiliśmy spędzić nad jeziorem Genewskim. W Planach była Lozanna, Vevey lub Montreux i Chatau de Chillion, nie wiedzieliśmy jednak na ile czas nam pozwoli w realizacji tych wszystkich planów.



Pierwsza jest Lozanna. Samochód zostawiliśmy na płatnym parkingu w okolicach jeziora i poszliśmy do Parku Olimpijskiego przy Muzeum Olimpijskim. Park jest niewielki, położony tarasowo na stoku schodzącym do jeziora. Śliczny! W całym parku znajdują się rzeźby poświęcone różnym dyscypliną olimpijskim. Byliśmy tam podczas trwania Olimpiady w Pekinie, dlatego w całym parku były tablice z historią Chin, a budynek muzeum był w "chińskim stroju", płonął też znicz olimpijski.






Stamtąd przeszliśmy na przystanek i tzw. metrobusem pojechaliśmy do starej części miasta. Bilety na metrobus kupuje się w automacie na każdym przystanku, bilet kosztuje 2,6CHF i jest ważny przez godzinę. Nam ta godzina nie wystarczyła na spacer po Starym Mieście i musieliśmy kupić kolejny bilet na  drogę powrotną. 
Z ostatniego przystanku metrobusu poszliśmy w stronę katedry. Poszliśmy na wyczucie, jak się okazało trochę naokoło, ale nam to nie przeszkadzało, bo bardzo przyjemnie jest spacerować po Lozannie. Jest to przepiękne i bardzo eleganckie miasto.



Katedra leży w jednym z wyższych punktów miasta (cała Lozanna leży na wzgórzu nad jeziorem), dzięki czemu obok niej znajduje się punkt widokowy, z którego rozpościera się przepiękna panorama. Mamy tu jak na dłoni na całe miasto, jezioro Genewskie i alpejskie szczyty dookoła.








Po obejrzeniu katedry z zewnątrz oraz w środku, spacerujemy jeszcze trochę po mieście, idziemy coś zjeść i metrobusem wracamy do Quchy (dzielnicy Lozanny położonej nad jeziorem) i tam spędzamy jeszcze trochę czasu. Misiek szaleje na placu zabaw, Kajtul przygląda się łabędziom i próbuje złapać gołębia :) 





Bardzo nam było przyjemnie.

Z Lozanny pojechaliśmy w kierunku Vevey. Górą biegnie autostrada, ale my stwierdziliśmy, że przyjemniej będzie przejechać się drogą nad jeziorem. I było! Na zboczach schodzących do jeziora winnice i piękne szczyty dookoła. Ale niestety coś za coś, droga nad jeziorem jest duuużo wolniejsza, nie polecam, jeśli ktoś się spieszy. Najwolniej przejeżdża się przez miejscowości, szczególnie Vevey i Monterux.





My już niestety te miasteczka możemy jedynie podziwiać z okien samochodu, ponieważ w Lozannie spędziliśmy sporo czasu i zabrakło nam go tutaj. Jedziemy, więc prosto do położonego parę kilometrów z Montreux zamku Chillion. Docieramy tam w ostatniej chwili, pięć minut przed 18:00, a do tej godziny wpuszczani są zwiedzający. Bilet normalny kosztuje 12 CHF (małe dzieci gratis), do biletu dołączona jest ulotka z opisem trasy zwiedzania zamku, również w po polsku :) Zamek jest przepiękny, położony na malutkiej wysepce na jeziorze, od brzegu oddzielony drewnianym mostkiem. Niestety nie możemy go zbyt dokładnie obejrzeć, ponieważ Kajtul jest już zmęczony i trochę marudny.







Po obejrzeniu zamku spędzamy trochę czasu na małej, kamienistej plaży położonej kilkadziesiąt metrów od zamku. Dzieciaki mają dużą frajdę, rzucanie  kamieni do jeziora to super zabawa! Niestety jest już późno i czas wracać na camping...



Okolice jeziora Genewskiego bardzo nam się spodobały i na pewno jeszcze tu wrócimy. Kiedyś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz