Mostar, Blagaj, Kravica i Pocitelj - gorące dwa dni w sercu Hercegowiny.

Planów na wakacje w 2017r. było jak zwykle dużo, zarówno tych bliższych, jak i tych trochę dalszych, jednak ogólny kierunek był cały czas ten sam - nasze ulubione Bałkany :) W końcu wybór padł na Bośnię i Hercegowinę oraz Chorwację. Ta pierwsza ponieważ trzy lata temu zachwyciliśmy się Sarajewem i chcieliśmy poznać resztę kraju. Ta druga natomiast od dawna jest jednym z naszych ulubionych miejsc do plażowania, a ostatni raz byliśmy tam już pięć lat temu, więc zdążyliśmy się stęsknić. Wybór miejsca w Chorwacji nie był trudny, od dawna miałam wielką ochotę na dokładniejsze poznanie wyspy Korczuli. Znacznie większym problemem był wybór miejsc w Bośni i Hercegowinie, było ich stanowczo za dużo, a naszych wakacyjnych dni za mało... W końcu postanowiliśmy podzielić nasze wakacje na cztery etapy: na początek Hercegowina, następnie dłuższe lenistwo na Korczuli, później Narodowy Park Sutjeska w Republice Serbskiej, na koniec Bośnia czyli Prokoskie jezero oraz Travnik i Jajce. Zaczynamy więc od pierwszej części czyli gorącej Hercegowiny.

Jako bazę przez pierwsze dwa dni wybieramy położony tuż obok Mostaru Blagaj, głównie z tego powodu, że jest tu duża koncentracja niewielkich kempów, a my jak zwykle podróżujemy z namiotem.
Nasz wybór padł na River camp Bara , niewielki, położony przy rzece, z nowymi, czystymi sanitariatami. Było też na nim sporo cienia, co przy prawie 40-sto stopniowym upale miało bardzo duże znaczenie.


Z domu do Blagaja mamy ok. 1300km., pokonujemy tę trasę za jednym razem, wyjeżdżamy z domu wieczorem i wczesnym popołudniem jesteśmy na miejscu. Na początku przeżywamy szok, tutaj jest prawie 40st. w cieniu! Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich temperatur... Jedyne co tego dnia robimy, to idziemy coś zjeść ;)




Następnego dnia jedziemy na wycieczkę po okolicy, w planach mamy Mostar oraz wodospady Kravica, na koniec dnia położony bardzo blisko naszego kempu klasztor derwiszów. Kolejnego dnia rano, już spakowani, w drodze do Chorwacji odwiedzimy Pocitelj.

Mostar

Położony niezwykle malowniczo, na dwóch brzegach Naretwy Mostar jest głównym miastem Hercegowiny. Nazwa miasta pochodzi od mostarów, jak zwano stróżów mostu nad Naretwą. Główym zabytkiem Mostaru i jednym z najbardziej znanych obrazków z Bośni i Hercegowiny jest kamienny Stary Most. 



Nie jest to niestety oryginalny most, który został zbudowany w latach 1557-66, tamtem został zniszczony przez wojska chorwackie w 1993r. Będąc tutaj należy pamiętać, że obok Sarajewo to właśnie Mostar najbardziej ucierpiał podczas wojny domowej jaka toczyła się na Bałkanach... Zresztą zniszczenia wojenne widoczne są do tej pory. Na szczęście Stary Most został odbudowany i od 2004r. znowu można podziwiać jego piękno.  

Na zwiedzanie Mostaru wybraliśmy poranek i była to dobra decyzja, turystów nie było jeszcze zbyt dużo, a temperatura powietrza była jeszcze do wytrzymania. Idziemy ulicą Onescukova, przechodzimimy przez Stary Most i dalej spacerujemy uliczką Kujundziluk, gdzie sprzedawcy dopiero otwierają swoje sklepiki... Uliczka jest niezwykle klimatyczna, z niewielkimi kamieniczkami z okienkami zamykanymi ciężkimi, metalowymi okiennicami.








Docieramy do meczetu Koski Mahmed-pasy, który jest o tyle ciekawy, że można wejść na minaret, żeby obejrzeć z góry zabytkową starówkę. My niestety nie jesteśmy odpowiednio ubrani... 


Wracamy więc tą samą drogą do mostu i w kawiarni tuż obok robimy sobie przerwę na lody i pyszną bośniacką kawę. Później schodzimy nad rzekę, aby zobaczyć most z tej, chyba najbardziej znanej perspektywy.




Na koniec trafiamy do niezwykle urokliwego zakątka, przy Krzywym Moście.


Na tym kończymy spacer po Mostarze, niestety nawet przed południem, upał jest już bardzo męczący. Miasto bardzo nam się podobało i powinno być obowiązkowym punktem poznawania Bośni i Hercegowiny. Ja miałam ogromną ochotę wrócić tutaj wieczorem i zobaczyć Mostar po zmroku. Jednak, choć z Blagaja mieliśmy bardzo blisko, po całym dniu upału nie miałam sumienia wyciągać już rodziny, szczególnie, że w ostatnich dniach czerwca zmrok zapada dość późno...


Wodospady Kravica


Z Mostaru do Studenci, wsi obok której znajdują się wodospady, droga prowadzi przez spalone słońcem góry. Kiedy więc docieramy na miejsce, czujemy się jakbyśy znaleźli oazę na pustyni... Prawdziwą oazą było to miejsce jeszcze kilka lat temu, kiedy nie docierali tu turyści w hurtowej ilości i nie pobierano opłaty za wstęp. Teraz można zapominieć o podziwianiu piękna przyrody w ciszy... pomimo, że sezon jeszcze się nie zaczął, ludzi jest tu bardzo dużo (w większości mówiących w naszym rodzimym języku), zarówno indywidualnych turytów, jak i zorganizowanych wycieczek. Aż strach pomyśleć co dzieję się tutaj w sezonie, szczególnie, że parking nie był nawet w połowie zapełniony... 
Mnie niełatwo zachwycić się tym miejscem, za dużo ludzi i zamieszania, natomiast  Łukaszowi i dzieciakom bardzo się podoba. W jeziorku przy wodospadach można sie kąpać, a ochłoda jaką daje woda jest cudowa. Z tego punktu widzenia, przyjechanie tutaj było bardzo dobrym pomysłem :)






Blagaj 

Wracamy na kemping. Uznaliśmy, że najcieplejszą część dnia najlepiej prztrwać w cieniu nad rzeką. Podobno okolice Mostaru są najcieplejszym miesjcem w całej byłej Jugosławi. Zdecydowanie tego dnia możemy to odczuć, termometr w samochodzie stojącym w cieniu pokazuje 41st. !!!
Późnym popołudniem, kiedy temperatura nieco sapda, idziemy na spacer do klasztoru derwiszów. Przechodzimy przez XVI-wieczny, kamienny most, który widać z naszego kampu, na drugą stronę Buny i prowadzącą przy rzece drogą docieramy do celu. 





Idąc podziwiamy widok na ruiny średniowiecznego zamku położonego na skale. Do ruin prowadzi ścieżka z parkingu w centrum miasteczka. Bardzo żałuję, że jest tak gorąco, chętnie sprawdziłabym jaki jest widok z góry... W nocy ruiny są oświetlone.



Dochodzimy do naszego celu - klasztoru derwiszów, niezwykle malowniczo położonego przy skale, spod której wypływa rzeka Buna. Miejsce jest piękne, o tej porze jest tu pusto i spokojnie, skała nad nami jest ogromna, całość robi na mnie bardzo duże wrażenie, bardzo mi się podoba! 






Klasztor można zwiedzać w środku. ale nie o tej godzinie (do 18:00), byliśmy tego świadomi idąc tu tak późno, jakoś opis w przewodniku nie zachęcił nas do oglądania wnętrza. Natomiast jestem zadowolona, że przyszliśmy tutaj właśnie tak późno...  



Pocitelj

Następnego dnia pakujemy nasz dobytek i ruszamy w stronę Chorwacji, na pożegnanie Hercegowiny zatrzymujemy się w niewielkim Pocitelju. Wcześniej planowaliśmy podjechać tutaj poprzedniego dnia, wracając z wodospadów Kravica, jednak upał kazał nam zrewidować plany. Jeśli jednak będzie mogli na tą okolicę przeznaczyć tylko jeden dzień, to spokojnie uda Wam się zobaczyć wszystkie cztery miejsca - Mostar, Blagaj, Kravica i Pocitelj.

Pocitelj to niewielkie i niezwykle urokliwe miasteczko. Z dołu jak na dłoni widać wszystkie intersujące miejsca, a idąc stromymi, kamiennymi uliczkami co jakiś czas trafiamy na informację dokąd idziemy. My mijamy napierw starą szkołę - medresę, następnie odpoczywamy chwilę w cieniu palmy obok meczetu Hadzi-Alija i wspinamy się do ruin średniowiecznej twierdzy, skąd roztacza się piękny widok na miasteczko i okolicę.









Stamdą, obok murów, idziemy do wieży zegarowej. Kiedy spacerujemy po miasteczku, naszą uwagę zwracają pokrycia dachów, a dokładnie dachówki wykonane z płaskich płyt wyciętych w kamienia i charakterystyczne kominy.







Na koniec wizyty w Pocitelju idziemy na kawę i lody, dzieciom zdecydowanie należy się nagroda za wędrówkę stromymi uliczkami w upale, a nam przyda się dawka kofeiny przed dalszą podróżą ;) Przed podróżą zaopatrujemy się też w burki, w piekarni po drugiej stronie głównej drogi. Burki zjedliśmy w porcie w Orebicu, czekając na prom. Były pyszne!

Pocitelj bardzo nam się podobał, wąskie, strome uliczki, kamienne domy, cudne widoki. Zdecydowanie warto się tutaj zatrzymać. 
My żegnamy się z Bośnią i Hercegowiną, ale tylko na kilka dni, w ciągu których będziemy się chłodzić w cudownych wodach Jadranu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz